sobota, 1 września 2007

01.IX.2007



Czas najwyzszy wracac do domu...

środa, 29 sierpnia 2007

29.VIII.2007


Mialem nie pisac, no ale cos mnie strzelilo.

Wielka euforia, bo wracam juz niedlugo - jakies 16,5 dnia ;) Mimo to, w glowie juz od dawna jestem na lotnisku Tegel, w Berlinie.

Nie napisze duzo, bo mi sie nie chce az tak.

Im blizej konca tym czlowiek bardziej zadowolony. Jednak jest cos, co lekko zasmuca. Co to jest? A, nawiazane tutaj znajomosci. Austryjacy, Grecy... i tak dalej. Sa to ludzie, ktorych raczej w zyciu nie zobacze, a fajnie sie z nimi zartuje, pracuje i rozmawia. Szkoda troche, bo niektorzy sa naprawde wyjatkowi. Ale coz, pewnie nie jedna taka osobe jeszcze w zyciu spotkam. Z czescia bede staral sie utrzymywac kontakt (e-maile, telefony), a moze kiedys sie nawet spotkam. Przeciez swiat staje sie coraz mniejszy. Juz jestem umowiony z Christianem - bez daty, ale jestesmy ; )

Dodatkowa refleksja, to - 4 miesiace to za dlugo w takim miejscu. 2-3 to w sam raz. Czlowiek sie nudzi i meczy. Najwyzszy czas wracac do domu.

Zalaczam kilka zdjec z ostatnich dni...

http://i16.tinypic.com/5x4yadi.jpg - Jurgen i Michal. Stres przed praca.
http://i12.tinypic.com/4px4qrn.jpg - Profesjonalna obsluga.
http://i19.tinypic.com/4vfibz7.jpg - za tym bede tesknil. Jurgen, Christian, Michal, Maxim.
http://i14.tinypic.com/4t5y0x3.jpg - Godziny szczytu!

zaraz wracam ; )

sobota, 18 sierpnia 2007

18.VIII.2007

Po chuj ja to pisze jak i tak nie czytacie :P
Nie chce mi sie juz.

4 weeks to go, pozdro

sobota, 11 sierpnia 2007

11.VIII.2007


08.VIII.2007

Hej, hej! Kope lat, moi polscy rodacy. Co tam u Was? Deszcz, tornada i rok szolny za 3 tygodnie? Bo tu slonce, cieply wiaterek i wakacje za 5 tygodni.

Sam nie wiem czy ostatnio cos sie dzialo ciekawego czy tez nie. Aurel juz wczoraj wyjechal. Poklocil sie z kims tam z pracy i juz go wywalili. Z tego co wiem, ciezko sie z nim pracowalo ale jako kolega (dla mnie) byl swietny. I nie ma on 38 lat tylko 47, moj blad. Co jeszcze... do kolezanki, Kasi, przyjechal chlopak. Norbert, taki smieszny, calkiem wporzadku koles. Chodzimy czasem razeml, pocwiczymy cos na dachu, ja mu pokaze cos kijem, on mi jakies dzwignie, rzuty etc. Tak aby zabic czas z jakims lukratywem... a Hidden mnie na cos tam namawia, co aktualnie rozwazam. Przyjechala jakas dziewczyna z Danii do pracy, co mi przypomnialo, ze juz 2 razy w zyciu tam bylem i chetnie bym z kims znajomym tam pojawil sie jeszcze raz; tak na 3 dni - do LEGOLANDU, HE HE. Pan Kolivakis (staff resources manager) wkurwia jeszcze bardziej, F'n'B (Food and Beverage) manager mimo tego, ze mial wczoraj 35 urodziny, lekko mnie wpienil gdy latalem z daniami dla prezydenta juz chuj wie czego (albo Kazach, albo Moldawia, sam nie wiem) w ta i z powrotem. Zawsze gdy jakis VIP jest, tancza wokol niego... no ale fakt, ze juz 2 noc pod rzad zostawil 100 euro napiwku ;) Czuje, ze napiwku sierpniowe beda wieksze niz lipcowe (184 euro). Wczoraj (7go) w jeden wieczor z napiwkow zgarnelismy 430 euro, wczoraj z jednej stacji (a mamy 3) 250 euro. GO ON, GO ON A KUPIE SOBIE COS FAJNEGO!

Jedno mnie troche zdziwilo... otoz fakt, ze im blizej do wylotu to mi _TROCHE_ smutniej. Zwiazalem sie z niektorymi ludzmi tu. Christian, Stefan, Jurgen (ktory mial ostatnio urodziny, o tym zaraz), Gudrun, Manos, Despina... no i ekipa kucharzy. Kurde, bardzo czesto sa jaja, sa wesole akcje a... przeciez jak wyjade juz ich wiecej nie zobacze, raczej :P Tzn z Christianem sie juz wstepnie umowilismy na jakies spotkanie po czasie ;) No coz, mimo tego, dalej skreslam dni i ciesze sie gdy jest 38, a nie 39 ;) Wiec - do zobaczenia wkrotce!

A o tych urodzinach Jurgena. Kurde, zajebiscie bylo. Otoz mialem nastepnego dnia na 8:30 i 8 godzin pracy pod rzad. Siedzimy pod koniec pracy w niedziele (po polnocy), wpada kawalek tortu dla Jurgena, piosenka HAPPY BDAY TO YOU i jest wesolo. Mowia, ze jest impreza z tej okazji w Aligos (ta knajpa, w ktorej tanczylem z Tomsonem na stole, Marku). Mowie, ze nie bo przeciez mam na osma. Jurgen do mnie "Michael, I don't know what will you do, but you have to come." Odrazu zmienilem zdanie ;) Juz po 1 AM bylismy tam z grupka polakow. Ogolnie stypa byla na poczatku; piwko i gadanie, that's all. Potem wszyscy polacy poszli, zostal tylko moj zajebisty wspolokator Pawel i pojawili sie ludzie z urodzin Jurgena. Jakies toasty, tance, piosenki - impreza byla nasza, a w sumie to jego. Fajne uczucie gdy na jednej imprezie bawia sie: Polska, Niemcy, Austria, Monte Negro, Dania, Grecja, Slowacja, Francja. Zajebiste uczucie, szczegolnie po calym zyciu spedzonym w malym Swiebodzinie. Tak czy siak, nie ma to jak dom, prawda? ;) Do staff house'u wracalem przy wschodzie slonca, wzialem prysznic, zabilem troche czasu z muzyka i znowu do pracy. A po pracy zamiast spac, na plaze, pocwiczyc, do baru etc i... po 1AM spac. Niezly maraton.

A, i mam FINALLY swoj pokoj ;) Po 83 dniach dostalem swoje lokum, miazga!

To tyle, do zobaczenia!


_____________ (DOPISEK z 11-go SIERPINIA)______________

Troche spoznilem sie z notka, ale byl problem z internetem. Jedyne co dopisze, to to, ze zapierdol w robocie jest coraz wiekszy, ciezej o off'a, ludzie zajebisci, Stefan i Gudrun odeszli ;( [nie dziwie im sie] i tyle.

Spiritual Trips coming soon.











It's revolution, baby! It's revolution!

poniedziałek, 23 lipca 2007

23.VII.2007

Wybaczcie, dawno nic nie napisalem - nic konkretnego. A wiec tak... co sie tu ostatnio dzialo? Po pierwsze...

... przyjechal Marek (Cypher) z Tomkiem (Tomson). Przylecieli 13 lipca. Wiedzialem, ze gdzies w granicach 21-22 beda juz w Eloundzie. Siedzialem z Sebastianem i Wojtkiem w knajpie, gdzie mozna za darmo korzystac z internetu. Marek zadzwonil i powiedzial, ze juz sa na lotnisku. Nastepny telefon wykonal juz z pokoju hotelowego! Okazalo sie, ze ten hotel miescil sie jakies 50-100 metrow od tej knajpy. Nie minely 3 minuty a juz siedzialem u nich w pokoju. Naprawde dobrze bylo zobaczyc swojego przyjaciela, Marka i kumpla Tomka [rozmawialem z nim drugi raz w zyciu :P], a w szczegolnosci, ze Marka widzialem ostatnio 24 czerwca 2006 - toz to przeszlo rok. Odrazu poszlismy cos zjesc; gadalismy caly czas. Potem poszlismy z litrem Ouzo 12 na plaze. Pearl Jam, Tool, morze, piasek, gwiazdy, Ouzo i gadanie o doslownie wszystkim. Czulem sie naprawde swietnie. Znowu oderwanie od tej calej pracy, ah. Nastepnego dnia mialem off'a, wiec zostalem u nich w pokoju na noc. Zjadlem sniadanie hotelowe [nasze jest serwowane lepiej :P] i poszedlem do roboty.

Nie bede opisywal wszystkiego co sie dzialo podczas ich wizyty bo: po 1 - nie dzialo sie duzo, po 2 - to byly tylko i wylacznie nasze sprawy i nasze tematy. Jedyne co moge z lekka opisac to to, jak poszlismy na disco to klubu Katafigio [Bunkier - w tlumaczeniu], i gdy sobie tanczylismy, jacys goscie rzucali w nas kostkami lodu. Gdy sie zorientowalem, natychmiastowo do nich wyrwalem z pretensjami co oni robia. Nic nie zrozumieli, kretyni. Po paru minutach opuscilismy to miejsce. Gdy tylko wyszlismy, zmierzajac do Aligos [kolejny lokal, przyjemniejszy o wiele] wybieglo kilku z nich za nami, z haslem "PROBLEM!?". Jednak dzieki pomocy 2 dziewczyn, ktore cos tam po grecku umialy, udalo sie obejsc bez bojki. Sam nie wiem czy ja bym dostal, czy oni... ale lepiej bylo po prostu obejsc szerokim lukiem tych idiotow. Potem pare godzin w Aligos i do domu. Ciezko mi sie pracowalo nastepnego dnia -,-V

Najbardziej z tego calego przyjazdu, podobaly mi sie Spiritual Trips na plazy. Dla jasnosci, nie byly to ostatnie.

A teraz tak troche z innej beczki. Postanowilem, ze teraz bede pracowal bez off'a, przynajmniej takiego oficjalnego. Mianowicie Bartek, ktory robil 30 dni pod rzad, bez off'a dostal 448 euro. Ja, mialem 5 off'ow w miesiacu, dostalem 350,17 euro + napiwkow 88. Stwierdzilem, ze jak mam dostac ponad 400 [wzialem juz 2 offy w lipcu] plus napiwki [teraz ponad 100], to moge naprawde dobry pieniadz wyciagnac. Dodatkowo, jak nie mam offa, to nie wydaje kasy na pierdoly... a na imprezy przeciez chodzic nie musze; no i nie przepadam za bardzo. Pobyt mi sie tu znudzil, a w pracy czas szybciej leci.

Jak dobrze, ze juz x dni po polowie pobytu. Ahhh... EAST OR WEST, HOME'S THE BEST! Co tez nie znaczy, ze nie bede podrozowal :P

To tyle... zdjec tym razem zero, moze mi Marek niedlugo wysle z ich wizyty, pozdrawiam!

:*

sobota, 14 lipca 2007

No chiuso, Ouzo!

piątek, 6 lipca 2007

06.VII.2007


Haha, lipiec! Ten miesiac chyba symbolizuje wakacje, lato i wolnosc, prawda? Jesli sie myle, to olac. Mi na pewno bedzie to symbolizowal.

Wczoraj mialem day off. Po 10 dniach pracy pod rzad. Wraz z Alexem (szwed, 23), Aurelem (austryjak, 38) oraz Christianem (austryjak, 20 czy tam 21) postanowilismy uciec z Eloundy, chociaz na ten jeden dzien. Wiecie co? Udalo sie. Wszystko zaczelo sie gdy Aurel obudzil mnie ciagnac mnie za noge, mowiac "Fuck Coriovagis, go with us!" (mielismy spotkanie o 11:30 z Coriovagisem [Managerem Staffu] - obecnosc obowiazkowa). Zgodzilem sie. Byla to dobra decyzja. O 9 rano pojechalem skuterem z Aurelem na sniadanie. Christian z Alexem mieli zaraz dojechac. Przygotowalismy eleganckie sniadanie dla 4. Serwetki, ladnie ulozone sztucce, wszystkie talerze takie same. Na srodku stolu elegancko ulozone miesa, sery, maslo, dzem... itp. Szklanki skradzione z restauracji normalnej, wiec byly ladniejsze. Wszystko ladnie zjedlismy... i pojechalismy do Eloundy aby wynajac samochod. Mielismy wziac jakies zwykle gowno za 40 euro. Jednak w nasze oczy wpadl Jeep Suzuki... z odkrywanym dachem. 60 euro na dzien rozdzielic na 4? 15 euro od osoby i jazda! Ubralismy sie jak turysci, puscilismy naprawde dobre rege i w droge. Klimat byl naprawde nieziemski. Okrzyki FREEDOM, FUCK ELOUNDA! FUCK THE HOTEL! Gdy wiatr uderzal o moje czolo wystajace spod kowbojskiego kapelusza, a Elounda znikala za gorami... poczulem sie naprawde wolny - i naprawde bosko.

Zdecydowalismy, ze jedziemy do Irapetry, czy jakos tak. Dosc spore miasto. Dojechalismy tam, zaparkowalismy, pochodzilismy po okolicy. Zatrzymalismy sie w knajpie na piwie, kawie czy cokolwiek kto sobie zamowil. Gadalismy o wszystkim. O ludziach, hotelu, przeszlosci itp. Wszystko w bardzo przyjaznym nastroju. Papierosy, kawa i piwo... a tu czas leci. Trzeba bylo jechac gdzies dalej. Myslelismy aby pojechac na plaze VAI. Niby jedna z lepszych plaz na krecie. Piasek... czy tam drobne kamienie, palm trees do okola i masa ludzi. Zahaczylismy o jakas stacje paliw i zapytalismy kolesia o jakas fajna plaze. Doradzil nam jakas przy miejscowosci "Swiete Swiatlo" (nie pamietam greckiej nazwy). Dojechalismy tam... naprawde zajebiste miejsce. Piasek i drobne kamienie, woda krystalicznie czysta i ciepla. Rozbilismy sie pod 30-40m klifami. Nikt nam nie przeszkadzal i znowu rozmowy o wszystkim... freedom. Potem cos zjesc i do domu, bo Christian na 19:30 mial do roboty. Bylismy juz zmeczeni wiec samochod nie byl juz tak tanczacy jak podczas ucieczki z Eloundy. Oddalismy samochod, Alex z Christianem pojechali do Staff House'u. Zas z Aurelem pojechalismy do miejscowosci PLAKA, na Milkshake'a do takich Holendrow czy skad oni tam sa. Rozwalilismy sie i obejrzelismy tasme z wyjazdu. Smieszna jest, przynajmniej dla nas ;) Wrocilismy, zakupilismy 4 piwka i rozjebalismy sie u Aurela na balkonie. Tasma jeszcze raz poleciala - znowu smiech ;) Pokazalem mu swoje prace wideo i wtedy wpadl Wojtek...

... powiedzial, ze musze pojsc z nim. O co chodzi? Faktycznie, wpadam do pokoju Sebastiana, a ten wygladal jakby przejechany przez pociag. Agata z 2265 nie lepiej. Jakies zatrucie, ale wygladali nie za dobrze... albo mi sie tak zdawalo. No coz, poszedlem z Wojtkiem szybko do hotelu aby znalesc jakiegos managera. Myslalem, ze mnie wkrecaja, ze niby im cos dolega (Seba juz kiedys taka Justyne wkrecal, mwahah). Znalezlismy jednego managera, Dimitrisa. Wyjasnilem mu sytuacje i poprosilem o zorganizowanie samochodu. Zadzwonil gdzies i powiedzial abysmy za 5-10 minut z Seba i Agata czekali przy wyjezdzie ze staff house'u... to ktos po nas przyjedzie. Zebralismy sie i czekamy... czekamy... czekamy... nic! Skoczylem do Aurela do pokoju, skoczylismy na skuterze do hotelu i do recepcji aby dowiedziec sie o co chodzi, gdzie ten samochod. Koles za duzo nie wiedzial, ale zorganizowal nam samochod natychmiastowo. Aurel wrocil na skuterze, ja sie zabralem z pracownikiem Porto Elounda. Odebralismy ich i pojechalismy do szpitala... w szpitalu greckim, jak to w greckim szpitalu - wszystko po grecku. Znalezlismy jakas lekarke, wytlumaczylem jej o co chodzi, przedstawilem symptomy i sie nimi zajeli. Oczywiscie zaczeli od badan krwi. Musielismy czekac na wyniki ok godziny. Byla to juz godzina... ok 0:00. Przed 01:00 sie obudzilem (ta :P) i akurat dowiedzialem sie o co chodzi. Tzn wszyscy sie dowiedzieli. Cos nie tak z jedzeniem staff house'u. Pewnie ziemniaki, bo ostatnio dali niedogotowane - ja je wtedy wyrzucilem. Oni je zjedli, jak widac.Coz, zdarza sie. No dobra, 1:15, a tu do domu trzeba wracac. How? Napisalem do Christiana z prosba o numer do Alexa (ten pracuje w recepcji w nocy). Zadzwonilem do Alexa z prosba aby ten zorganizowal nam samochod powrotny. Po 15-20minutach juz wracalismy do domu.

No i tak sie dzien skonczyl. Kolejny dzien, ktory na pewno zapamietam. Poprawilem sobie zdanie na temat Alexa i przekonalem sie co naprawde jest dla mnie wazne.

:* dla Kasi ;>

http://i17.tinypic.com/4vg42zt.jpg - Papuga!
http://i10.tinypic.com/6b1bk7c.jpg - Alex [ten wyzszy] i iscie powazny Aurel.
http://i13.tinypic.com/6gd90fb.jpg - tak wygladamy.
http://i10.tinypic.com/4mkhlk9.jpg - FREEDOM!
http://i15.tinypic.com/6f59rt4.jpg - naprawde piekne miejsce.
http://i14.tinypic.com/6g12ujn.jpg - CLIFF!
http://i14.tinypic.com/5zo1nh1.jpg - tak bylo ;)
http://i12.tinypic.com/6gczg46.jpg - A-Team.
http://i8.tinypic.com/67s5f7c.jpg - Cliff jeszcze raz
http://i18.tinypic.com/6f6lmrl.jpg - turysci.

niedziela, 1 lipca 2007

01.07.2007

Co sie ostatnio dzialo? Duzo sie dzialo. Ale duzo pisac nie bede, najwazniejsze bedziecie mogli obejrzec. Pod koniec notki dam linka do strony na youtube.com z raportem.
Jakim raportem? Otoz mielismy ostatnio tutaj dosc spory, jezeli nie ogromny, pozar. Wszystko zaczelo sie okolo godziny 18. Zapalil sie teren rozmiaru moze... 50x50 metrow. Tak na oko. Przyjechala straz pozarna, ale jakoze byla to gora, mogli tylko odciac ogien od budynkow oraz drog. Wiatr wial w strone szczytow, wiec ogien rozprzestrzenial sie w 'bezpieczne' miejsce. Nie zagrazal nam. Siedzialem z Sebastianem na dachu staff house'u, pijac piwo, ogladajac helikopter gaszacy pozar... i spiewajac harcerskie piosenki o ognisku. Tak, wiem, glupota. Potem zjawil sie rowniez Klakier oraz Wojtek. Spedzilismy tam ladnych pare godzin. Zaszlo slonce. Rozmawialismy doslownie o wszystkim: powstaniu swiata, duchach, nadprzyrodzonych zdolnosciach... i tak dalej. Caly czas gdzies tam w gorach byl jakis maly plomien. Nagle, ok 23 zaczal wiac silny wiatr z gor, ku budynkom. Wtedy sie wszystko zaczelo. "O kurwa, patrzcie tam!" "Ja pierdole, teraz tam", "Te plomienie maja po 15-20 metrow!". To byl dopiero widok. Nie bede pisal na ten temat, zobaczycie sami. Moge powiedziec jedynie to, ze widzialem wtedy rozne ludzkie reakcje. Niektorzy sie smiali (ze strachu moze?), niektorzy olewali to, niektorzy siedzieli jak wryci. Czesc spakowala swoje bagaze. Ja spakowalem w torbe komputer, paszport, portfel i bilety. Tak na wszelki wypadek, bo pozar doszedl w okolice ok 300m od nas, moze 400. Za to co sie w hotelu Porto Elounda dzialo... niektorzy ludzie plakali, panikowali, wyjezdzali z hotelu. Poszedlem na Beach Bar. Oczywiscie spotkalem tam dosc duzo osob... no bo duzo tam wody: baseny i plaza. Widzialem jak jakis bogaty kutas przeklinal barmana. Chodzilo mu o cos takiego, ze zaplacil duzo (zatrzymal sie w Peninsuli, 2000 - 10000 euro za noc), a tu takie cos sie dzieje... co za idiota. No nic, milego ogladania (jezeli mi sie uda teraz wrzucic filmik). Robi wrazenie.

Co jeszcze sie dzialo? Nic, w sumie. Cwicze teraz sobie na dachu... albo wieczorem, albo wczesnie rano. Przynajmniej spokoj jest i przyjemny wiatr. Nikt mnie tam nie widzi, a jezeli tak to mam to gdzies. Turysci, turysci, turysci.

Marek przyjezdza 13go. Milo bedzie zobaczyc w koncu znajoma i zaufana twarz ;)
A czas leci coraz szybciej... dobrze.

http://www.youtube.com/watch?v=8nQF7tJ9wco - a oto link do filmiku. Pozdrawiam!

poniedziałek, 25 czerwca 2007

25.VI.2007

Notka ta datowana jest akurat na dzis. Nie napisalem tego wczoraj, ani 2 dni temu. W sumie to nawet czasu nie mialem. Odrazu tez przepraszam, ze nie pisalem tak dlugi czas. No ale jak napisalem wczesniej, nie mialem okazji.


Ostatnio byl dosc ciezki okres. Sezon tak naprawde sie zaczal; albo dopiero zaczyna. Po 170 osob na obiadach w Odyseuszu, tez coraz wiecej na kolacji w Elies. Ciezko jest, ale daje rade. Kucharz z Odyseusza, pseudo "Antonio" nawet stwierdzil, ze zasluguje na wiecej kasy. Ale co z tego? I tak nie dostane. Nie moge jednak pracowac 'lzej', bo chyba faktycznie jestem pracowity, jak moj Tata. A moze za wczesnie aby to ocenic? Licze na spory napiwek z czerwca. Minimum 100 euro. Miloby bylo dostac jakies 150. Aska, za pol maja dostala 38 euro, a sie opierdalala. Teraz juz pracuje lepiej.


Poznalem tez taka Irlandzka pare. Maja moze po 50 lat. Sa naprawde w porzadku. Zawsze "Hey, Michael, how are you?". On przybije mi piatke, ona cos pogada milego. Ogolnie dobrze wychowani. Po obsludze na dosc sporej imprezie, "The Cretan Night" facet podszedl do mnie, przybil piatke, a w dloni mial schowane 10euro napiwku dla mnie. Aby nikt nie zobaczyl, abym nie musial sie dzielic. Fajnie. Jest na doladowanie karty do telefonu. W koncu bede mogl pisac sms'y, bo mi sie kasa skonczyla i na Vodafone i na Orange ;) Jak to czytacie, to juz pewnie mam doladowane. Najpozniej jutro.


Poprzednia niedziela byla... meczaca, na swoj sposob. Ale za to jaka fajna ;) Z Christianem (austryjackim trainee) i Manosem (metrem) obslugiwalismy na Cruise Shipie do zamku Spinalonga, jakos tak. Mila imprezka, na 50 osob. Wiatr, slonce, woda... ah ;) Bylo naprawde dobrze. Najgorsze bylo sprzatanie. Dzwiganie pozostalosci (stoly, kraty z butelkami itp) przez ponad 2h bez przerwy w pelnym sloncu.Christian zrobil pare zdjec. Nie mialem jeszcze okazji ich od niego sciagnac. Moze sie uda jeszcze dzis, to je wrzuce (musze tylko go zlapac).
Ostatnio bylo dosc kiepsko z przeprowadzkami. Jako jedyni (z Pawlem) zostalismy przeniesieni do starego staff houseu. Nie ma to jak ciezko pracowac i miec najbardziej przejebane. No coz, jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma, prawda? ;) Zawiezli nas tam. Weszlismy... zalamka. Syf, po prostu syf. 30 letnia lazienka, meble tez retro, poduszka tylko na 1 lozku. Spedzilem tam 1 noc. Sam. Pawel u kogos spal w nowym staff housie. O 5 rano obudzila mnie kapiaca woda w lazience, a dokladnie w spluczce. Za dnia tam jest tak goraco, ze jak siedzisz, to sie pocisz. Rano, przed praca siedzialem w jednym miejscu bez ruchu, nie robiac nic. Nie mialem do kogo sie odezwac, czym sie zajac... do pracy wyruszylem 80min przed rozpoczeciem, aby sobie posiedziec spokojnie przy szklance wody w restauracji dla staffu. Po robocie stwierdzilem, ze nie ma mowy abym wracal do tego miejsca. Zapytalem Bartka i Adama czy moge z nimi zamieszkac. Nie mieli nic przeciwko. SWIETNIE! Trzeba bylo poprosic teraz kogos o pomoc w dzwiganiu bagazy. Spotkalem Sebastiana i Wojtka. Zgodzili sie bez 2 zdan. 30min drogi w 1 strone, 35-40*C i zero chmur. Nie znam nikogo ze Swiebodzina kto by mi tak pomogl... raczej. No coz, udalo sie nam jednak zlapac stopa, zabrali nas ludzie z San Francisco. Zawiezli pod sam stary staff house. Zebralismy sie, i wyszlismy. Udalo sie znow zlapac stopa, 100m od domu. Podwiozl nas jakis mlody Grek pod sam nowy staff house. Udalo sie... zalokowany jestem. Dostalem materac od Anety czy tam Aski, przescieradla skombinowalem i spie na podlodze. Miodzio. Menager Staffu byl zdziwiony, zszokowany, troche zly... ale zrozumial mnie. Przyzegnal sie jak mu powiedzialem cala historie. Dalem rade, moge zyc.


Teraz jest dobrze. Obudzilem sie dzis o 9 rano, po chorym snie. Poszedlem na sniadanie. Wracajac spotkalem Ariela (38 letni Austryjak). Pojechalismy razem jego skuterem na piaszczysta plaze. Potem do Plaki, potem na jakiegos milkshake'a, na sprite'a. Ariel to madry czlowiek. Pracowal w 21 miejscach na swiecie. Bermudy, Miami, NY, Anglia... many many more. A jaki wyluzowany... ;)


Ogolnie ostatnio srednio jest. Zdarzaja sie bardze fajne momenty, zas niektore mnie strasznie wkurzaja. Czasem zaluje, ze nie jestem w domu, a czasem ciesze sie, ze nie wracam za tydzien. Wahania nastroju jak u baby. Jednak nie zmieni to faktu, ze wracam juz/dopiero 15 wrzesnia. W moje urodziny ;) Zostalo 11 tygodni i 6 dni.


Nauczylem sie tu juz troche o zyciu i o ludziach, uwierzcie mi.

_
http://i11.tinypic.com/5ybaal4.jpg - Manos, Christian i ja!
http://i10.tinypic.com/4y85zjo.jpg - x2
http://i14.tinypic.com/4xwssqs.jpg - przyjazn POLSKO AUSTRYJACKA!
http://i13.tinypic.com/6bwroes.jpg - tak zyje z moim szefem.
http://i11.tinypic.com/688hiyu.jpg - gangsta mano
http://i11.tinypic.com/6hh4r3r.jpg - jaskinia, hehe
http://i8.tinypic.com/5yajf9l.jpg - to nie jest jaskinia.
http://i13.tinypic.com/4kwo55l.jpg - ja.

sobota, 9 czerwca 2007

09.VI.2007


Hah, dawno nic nie pisalem. No tak, nie mialem zbyt czasu, przyznam sie. Do Eloundy jednak mam troche, a godziny pracy mi sie rowniez zmienily. Glownie wieczory mam zajete. A rano nie chodze do cafe, bo raczej m.in. Kasi nie zastane na gg. Przepraszam za opoznienie; tak czy siak, to raczej nic zlego.

Co sie dzialo przez ostatni czas? A dzialo sie, dzialo. Tydzien temu, piatek wieczor / sobota wieczor odbywaly sie imprezy zwiazane ze slubem syna wlasciciela tych hoteli, w ktorych pracujemy. MR KOKOTOS. Czesc pierwsza imprezy, to byl taki powitalny bankiet. Czegos takiego nie widzialem na zywo, tylko na filmach. Odbyl sie on w mieszkaniu wlasciciela. Boze, co za miejsce. Dom prawie, ze na skalach. Idealnie czysty, mistrzostwo architektoniczne. Nie byl zbyt ozdobny, smieszny... byl po prostu ladny i elegancki. Oczywiscie drogi. Ogrod nie za duzy ale z basenem, otoczony ladnie przystrzyzonymi krzewami - w ktorych pochowane byly wysokiej jakosci kolumny. Za tymi krzewami, bylo zejscie po skalnych schodach do baru, rowniez jakby ukrytego w skalach. Swietny bar. Miejscami podloga jest wylozona szklanymi kwadratami, ze widac co jest pod spodem. Widok z baru swietny, zas baru nie idzie zobaczyc z np. mojego hotelu. Wniosek? Swietna miejscowka. Co mi sie jeszcze bardziej wydalo filmowe, to... sluzba. Kobiety z Filipin, ktore mialy wlasne mieszkanko gdzies tam w 'rogu' domu. Wiedzialy wszystko co i jak. Moja dzialka bylo roznoszenie przekasek na tacy, ktora u gory mialo lustro. Przyznam sie, ze nie wiedzialem nawet co za zarcie tam nosze. Male przekaski. Tlumaczyli mi co tam jest, ale po prostu zapominalem. Dobrze, ze tylko raz sie mnie ktos spytal 'co to jest?'. Akurat wiedzialem cos tam, uff ;) Chodzilem w takich bialych rekawiczkach jak major domus. Bomba.
Druga czescia imprezy byla... taka luzna impreza przy beach barze. Chlanie, zarcie, tance. Bardzo milo sie pracowalo. 10h, ale fajnie.

W Sobote przyszedl czas na WESELE. Opisze dosc zwiezle, bo nie chce mi sie pisac. Wesele w knajpie, ktora ma siedzenia na pomoscie. Impreza na 300 osob. Goscie przyplyneli takim promem, z wyspy, na ktorej odbyl sie slub. Przybyli bez pary mlodej. Do tego, na impreze skrzyknieto dodatkowych... 20? Kelnerow z Aten. Ja mialem dwa stoly pod soba, z taka Maria (chyba tak miala na imie). Mielismy jedynie uzupelniac kielonki winem bialym, czerwonym, rose, woda i szampanem. No i skakac do baru po whisky, gin&tonic, piwo itd. Bylo co robic. W nocy, impreza zmienila sie w restauracje tanczacych kelnerow. Tez pilismy, tanczylismy po katach. Raz sobie stoje i tancze sam. Przechodzi obok mnie manager, patrzy na mnie, to ja mysle sobie, ze juz przejebane. Podchodzi "give me a five (przybij piatke)", haha, 5tka i tancze dalej z polish whisky. W domu wyladowalem po 2.
To tyle o weekendzie.

Aktualnie zmienilem prace. Pracuje teraz w Porto Elounda, w Eliasie (kolacje) i Odyseuszu (lunch). Na razie jest spoko. Tak jak w Mare nie bylem za dobrym trainee, to tutaj smialo powiem, ze przebijam te dziewczyny, ktore z nami przyjechaly. Pracuja tam 3 tygodnie, ja 3 dni i radze sobie o wiele lepiej. Jestem w dobrych ukladach z metrem, kelnerami i innymi pracownikami. Dziewczyny narzekaja na kazdych (ta jest zarozumiala, ta kaze nam zapierdalac, ten na nas narzeka). Na nie tez narzekaja normalni pracownicy. Nawet szef kuchni. Chamsko troche, ze tak sie 'nabijam' czy cos, ale to tylko i wylacznie ich wina, ze taki klimat maja w robocie... bo taki sobie zrobily. No ale coz, moge sie jeszcze przejechac. Zobaczymy.

To tyle u mnie. Czas leci, cwicze sobie, zaczynam oszczedzac kase... a co tam u Was? Juz prawie miesiac minal ;)

[DOPISEK Z 9 CZERWCA]

Aa, jeszcze na dodatek wczoraj jeden z glownych menadzerow wyznaczyl mnie jako tlumacza angielsko-polskiego na jakies zebrania ze staffem. Fajnie ;) Metr mojej restauracji ufa najbardziej ze swoich trainees. Wczoraj pierwszy raz obslugiwalem taka standardowa kolacje z zamowieniami z karty (wczesniej jedynie bufetowe). Dal mnie na odpowiedzialne miejsce. Musialem kontrolowac zamowienia, czy ida na odpowiednie stoliki; rozpoznawac potrawy, sprawdzac czy wszystko wychodzi w odpowiedniej formie. Kurde, stresowe (jak na poczatek, bo nie jestem znawca jedzenia) ale jednak daje rade. Cos wspominal, ze ktory trainee dostanie iles tam punktow dostanie awans z student na su-waiter, czy jakos tak. Musze z nim pogadac dokladniej wtf. Bo mam szanse... I guess. Pewnie dziewczyny, z ktorymi pracuje juz gadaja miedzy soba, ze lize dupe metrowi i menadzerom ale niech ssiom paly. Pozdro.


ZDJECIA:
http://i8.tinypic.com/68bcmiu.jpg - no no.
http://i12.tinypic.com/6h5dwuu.jpg - lampa, no nie?
http://i10.tinypic.com/4tfbhtz.jpg - to ja.
http://i12.tinypic.com/4umoy76.jpg - skaly, znowu! tzn kamienie :P
http://i15.tinypic.com/52w0j9i.jpg - takie ladne.
http://i13.tinypic.com/4u96umd.jpg - a to zdjecie dedykowane Patrykowi ;P Sam sobie je zrobilem.

Postaram sie tez zrobic SOBIE pare zdjec w najblizszym czasie. Wiem, ze mialem to zrobic wczesniej ale roznie bywa. Wybacz, Kasiu :P

środa, 30 maja 2007

30.V.2007

No i w sumie zlecialo kolejnych pare dni.

Dziwny byl to tydzien. Aktualnie nie pamietam kiedy dokladnie dodalem ostatnia aktualizacje. Stawiam, ze byl to czwartek (teraz pisze w domu, nie w cafe). Robota w tej restauracji Deck zaczela sie robic troche uciazliwa. Czasem mysle, ze pod okresleniem GLUPI jest moje zdjecie, jednak czesciej wychodzi, ze inni tak mysla. No i nie slusznie. Ostatnio mialem pare takich sytuacji:
a) Przebieram stol, bo obrus byl troche brudny. Podchodzi do mnie ktos inny aby pomoc. Mijaja 2-3 sekundy wpada Bad Vasilis i mowi, ze 1 osoba starczy aby to zrobic i abym sobie _JA_ znalazl inne zajecie.
b) Zanioslem w jedno miejsce 2 metalowe wiadra po lodzie na wino. Odstawilem i wracam po scierke aby je przetrzec. Akurat pojawia sie Bad Vasilis i mowi, abym ich tak nie zostawial i abym przetarl. Oczywiscie mowie, ze jestem aktualnie 'w trakcie'. Mimo to i tak 'cos zle zrobile Wm'.
Itp. Wlasnie gadalem z Zenkiem (Lukaszem), ktory wrocil z roboty. Metr sie przypieprzal do niego o byle gowna... mnie tez wczoraj sie przyczepil o cos niedorzecznego.
Otoz, w 'programie' mamy cos takiego, ze trzeba sie spytac gosci czy beda jedli salatke. Jezeli TAK, to dokladamy im dodatkowa pare sztuccow. Robilismy tak przez caly czas. Wczoraj Metr wrocil z urlopu. Wygladal na podkurwionego. Zapytalem jednych gosci o to, czy beda jedli salatke. Odpowiedzieli, ze nie. Metr do mnie "O co ich pytales?", no to mu odpowiedzialem. Zaczal mnie opieprzac, ze to nie nalezy do moich obowiazkow... zglupialem. Mowilem mu, ze przeciez lezy to w moim zakresie zadan. On nic. Mow do slupa, a slup dupa.
Aaa... no tak, mieli mnie wraz z 1 czerwca przeniesc do restauracji Yacht Club w hotelu Elounda Mare. Jednak poki co przenosza mnie do restauracji Nafsica (nie wiem dokladnie jak to sie pisze) w hotelu Porto Elounda. Sa tego i dobre, i zle strony:
+ bedzie blizej do roboty;
+ nie bede musial ogladac Metra (na poczatku byl ok, potem zaczal sie robic 'gorszy')
+ Nikos twierdzi, ze ten Deck gdzie pracowalismy (go tez na chwile przenosza), to najgorsze miejsce pod wzgledem 'stalych kelnerow' (niby sa spoko ale jakby znac ich dluzej, to sa kapke chujowi).
+ Nikos takze twierdzil, ze Metr tej Nafsica jest fajny.
- nie bede pracowal z Good Vasilisem
- nie bede pracowal z Zenkiem (Lukaszem)
- nie bede pracowal pozniej z Nikosem.
- tamta restauracje juz dobrze znalem
I tak mniej wiecej to wyglada. No coz, bede robil co beda mi kazali.

Odkrylem takze taki maly sekret dobrej pracy kelnera. Sa nim goscie. Jezeli sa mili, uprzejmi, porozmawiaja z Toba, nazywaja Cie po imieniu, witaja Cie "Hello Michael" (jezeli oczywiscie ma sie na imie tak jak ja :P) to praca robi sie o wiele lepsza. Wychodzi sie z niej zadowolonym. Potrafi to zrekompensowac krzywy ryj Metra.

--

Po tym 'srednim' dniu wczoraj, poszlismy ekipa na wioske, na jakies disco. Zanim w ogole wyszlismy w poszukiwanie jakiegos klubu, mielismy "male" spotkanie w pokoju 25. Znalazlo sie tam kilku Austryjakow, Grekow no i Polakow. Ciezko bylo cokolwiek zrozumiec, taki halas... ale bylo w porzadku. Wypilem z Nikosem troche tego Ouzo '12' czy jakos tak. Kurde, naprawde dobre; 38% a w ogole tego nie czuc - podczas przelykania. Potem wybilismy do miasta. Drogi na pol godziny... na jakies 300 m przed samym miastem, podwiozl nas taki Grek, Christofer - kucharz z ktoregos hotelu - naprawde wporzadku facet. Hah, w 3 samochodzie jechalo nas 7 albo 8. Jednen taki koles (mieszaniec - Szwed + Grek [ogolnie idiota]) nie mogl zamknac drzwi. Christofer do niego abym zamknal, ze wzgledow bezpieczenstwa. Przejechalismy pareset metrow spokojna nocna droga i nas wysadzil... potem disco jak to disco. Troche tancow na blacie jakims, troche na parkiecie. Ogolnie bylo Gay party. Stosunek facetow do dziewczyn byl jakis 10:3. Wiec ja sobie tam 'z boku' sam tancowalem. Potem o tej 3:40 wyruszylem do domu. 30 minut drogi. Dziwna pogoda. Zero chmur, czyste nocne niebo wysypane gwiazdami i mocny wiatr. A jakoze lubie wiatr, to mi sie to spodobalo. Szedlem tak sobie sam cala droge. Przyszedlem do domu, patrze, ze Pawel tez juz jest; spi jak zabity... nawet teraz spi (pisze to o 14:24). Ostro.

Pracuje jeszcze z nami taki Ariel. Austryjak, moze ma z 40 lat, sam nie wiem. Koles jest naprawde niezly. Jezdzi po swiecie pracujac w roznych hotelach. Byl w USA, Kanadzie, Rosji, Hiszpanii, Iraku, robil na Statkach i w wielu miejscach. Taki podroznik. Tez z nami tancowal wczoraj. Czesto mowi "fuck" i probowal roznych rzeczy w zyciu. Lubi czarna muze, haha ;) 165cm, lysawy, z lekkim miesniem piwnym facet, ktory lubi Snoop Dogga :D

I ogolnie tak to wyglada. Jakby nie patrzec, dalej czekam az wroce do domu. Z kazdym dniem coraz blizej. Zrobilem sobie nawet taka rozpiske w Excelu... gdzie mi podlicza ile dni do konca, ile przepracowalem, ile nadgodzin, dni wolnych, ile mam kasy... itp ;)

To tyle, radze sobie, Wy tez sobie radzcie... zaraz wakacje macie. Ja ide sie opalac, ciao ;)p

http://img127.imageshack.us/img127/8488/01fz6.jpg - lekko zboczylem z drogi.
http://img111.imageshack.us/img111/6961/02zo5.jpg - drzewo przy drodze do Elounda Mare.
http://img527.imageshack.us/img527/5769/03jf1.jpg - poczatek Elounda Village.
http://img514.imageshack.us/img514/1144/04nk7.jpg - w koncu to wioska.
http://img530.imageshack.us/img530/379/05vx8.jpg - ta droga jeszcze nie szedlem.
http://img527.imageshack.us/img527/2015/06le6.jpg - ta...
http://img118.imageshack.us/img118/1183/07ge3.jpg - no i drzewo.

czwartek, 24 maja 2007

24.V.2007

Poskreslalem kolejnych pare dni.

Praca, jak praca. Bywa lepiej, bywa gorzej. Ostatnio kazde wyjscie do roboty, to byla jakas wpadka. Mniejsza lub wieksza. Raz zdarzylo mi sie przyjsc nieogolonym. Po 1,5h, Metr (glowny dowodzacy serwisem) zorientowal sie, ze sie nie ogolilem. Powiedzial bardzo spokojnie, ze chce abym zostal w kuchni... niezauwazony przez klientow. Coz, zdarza sie. Pozostale wpadki to takie cos w stylu, zapomnialem przetrzec stol po zebraniu talerzy z 2giego glownego dania... itp. BAD VASILIS zawsze cos zobaczy, a jak nie on, to nasz Metr, ktory wlada... jak on to mowi "too many languages". Wiem, ze zna niemiecki, wloski, angielski, grecki; a dalej to nie wiem. Cos tam tez po polsku, takie goscinne zwroty.
Jednak jestem zadowolony z dzisiejszego dnia (nie bylo BAD VASILISA ani Lukasza). Dlaczego? Poszlo mi idealnie. W ogole nie uciekalem na zmywak, obslugiwalem klientow jak trzeba. Chodzilem caly czas usmiechniety, zagadowalym do tych snobow (jest wiecej milych, niz niemilych) i sobie podspiewywalem pod nosem. To pomaga zwalczyc zmeczenie i STRES przede wszystkim. Te pomylki to chyba wychodzily z tego, ze bylem zestresowany. Zaczelo sie to po tym, gdy Metr ostrzegl nas abysmy UWAZALI, abysmy nie poplamili zadnego drogiego ciuszka kilentow. Mieli takie przypadki kiedys, ze taka ofiara poplamienia zarzadala 2000euro za swoja sukienke. Boze. Skad ja mialbym taka kase wziac?

GOOD VASILIS lubi gwiezdne wojny, ma nawet miecz swietlny, ktory robi WZIUU WZIUU i PSZZZ gdy dotkniesz 'ostrzem' o cos ;D Ma 34 lata i jest wolnym strzelcem. Artemis nazywa mnie ninja/rambo, a Nikos jak zawsze jest uprzejmy, mily i dobrze nastawia na robote.

Dowiedzialem sie czegos ciekawego o greckim stylu zycia (od GOOD VASILISA). Otoz jest taka zasada (niepisana, cos a'la tradycja), ze syn opuszcza dom rodzinny dopiero wtedy, gdy sie ozeni. Uznal to za koszmar. Od kobiety do kobiety. Sam jest wolnym strzelcem i dobrze mu z tym. Nazwal tez siebie okropnym klamca. Go chyba najbardziej lubie z calego personelu. Z Francuzami lepiej, juz mi przeszlo. Dzis przypadkiem Odrikowi rozwalilem babeczke, ktora m.in. dostal po pracy. Przypadek.
A, i mamy 2 geji w hotelu. Jeden ma z 30-40 lat, drugi z 70. Yuck.

Jezeli chodzi o ludzi, z ktorymi tu jestem (z ktorymi przyjechalem(... a to rozpisze sie kiedy indziej, teraz mi sie nie chce :P

Dodam teraz tylko kilka zdjec z miejsca, w ktorym spie:

http://i18.tinypic.com/66yltzr.jpg - widok z tarasu.
http://i19.tinypic.com/660l8r8.jpg - jedna z uliczek w hotelu... resorcie... whatever. Porto Elounda.
http://i12.tinypic.com/5yl762o.jpg - moj taras...

to na tyle ze zdjec. Wkurzam sie bo myszki nie wzialem i wolno mi to idzie. Tez porobilem troche zdjec z 'poza' hotelu, ale to next time maybe... ciao seniores i senioras!

:*

poniedziałek, 21 maja 2007

21.V.2007

Kolejny dzien skreslony.

Kurde, troche mnie nogi bola.

Chyba zapomnialem opisac kilku innych pracownikow.
Mahrzoli (cholera wie jak sie to pisze) - dziewczyna z francji, tez studentka 1 roku. Niezle pracuje, angielskiego nie umie. Jest dla mnie opcja.
Odrik (tez zapis fonetyczny) - francuz. Nizszy ode mnie, tez 1 rok. Przyjechal razem z ta dziewczyna. Ogolnie spoko, ale wczoraj mnie wkurzyl. Smial sie kiedy pomylilem butelke wody. Dobrze, ze oni tylko na miesiac przyjezdzaja, bo bym zabil. Jebac francje.
Artemis (pisalem o niej? nie pamietam) - dziewczyna z grecji, haha. Tez angielskiego nie umie, ale staramy sie ja uczyc. HAHAH taka rozjebana dziewczyna, boki zrywac :D Czasem odwali jakas fajna akcje... ;) ale to trzeba zobaczyc.

Ogolnie pracuje sie fajnie. Coraz bardziej sie przyzwyczajam i niektore rzeczy zaczynam robic automatycznie. Wiecie, jak robot. Chyba podolam na dwie roboty. Cos tak czuje. Coraz mniej chce mi sie spac podczas tych przerw... ;)

Takze mamy fajny klimat z Lukaszem i Justyna. Jest coraz weselej i wszyscy nie lubimy francuzow. Mozna tez sobie poprzeklinac, posmiac sie... jest ok ;)
Wolne mam w czwartek. W koncu. Odpoczne sobie, pojde w okolice z kamera/aparatem i porobie zdjecia/nakrece jakis material ;)

Nadal mieszkamy w tym hotelu, nie wiem kiedy nas przeniosa. To na razie jest bloga niewiedza ;>

No... to by bylo na tyle, chyba. Nie wiem co dalej pisac, jestem tu chyba za czesto. Byc moze dojdzie niedlugo do takiego momentu, ze bede sie tu pojawial nie co drugi dzien, a co 3-4. Moze nawet raz na tydzien, sam nie wiem.

Anyway, trzymam sie tu dobrze. Wy tez sie trzymajcie ;)

_____
Marku, wiesz, nie wiem czy bym mogl takie cos zrobic. Na razie tutaj szefa nie ma, jest jakas baba. Moze z nia zagadam ale nie mam pewnosci czy zna angielski ;) Zadzwon do mnie ktoregos dnia, jak chcesz ;)

Z lewej (na blogu) napisze godziny pracy, numer telefonu... itp ;)
To by bylo na tyle...

PS; piszcie cos w komentarzach wiecej, k? :D
PS2: hekat, Ty mnie i tak nie widzisz juz od zimy ;)

sobota, 19 maja 2007

19.V.2007

Zaczely sie dni pracy...

... i jestem zadowolony. Pracuje w restauracji "DECK", w hotelu Elounda Mare. Dowiedzialem sie, ze sa to najekskluzywniejsze hotele w Grecji. Ale fajnie ; ) Referencja bedzie zajebsita... dobra, to moze teraz cos o mojej pracy.

Kazdego dnia, prace zaczynam o 8 rano, koncze o 12 - sniadanie. Od 19 do 23 robimy przy kolacji. Traktuja nas tam dobrze, cieplo nas przyjeli. Nie rzucili nas odrazu na gleboka wode. Pokazywali wszystko od poczatku. Na starcie, stalismy i obesrwowalismy co robia...
Moze teraz troche o skladzie:

Nikos #1 - Grek, pracuje tutaj o 1 dzien dluzej od nas, ale normalnie; nie jest trainee. Jest wporzadku, mieszka z nami w Porto Elounda. Mily, smieszny, zawsze pomoze...
Nikos #2 - Metr Room Servcie'u, 45 letni, gruby grek, ktorzy przywital mnie haslem "LECH POZNAN!" ;)
Bad Vasili - wporzadku koles. Konkretny, pracuje tutaj na calorocznym kontrakcie. Zawsze pomoze, opanowwany, spokojny.
Good Vasili - hahaha, to jest gosc! Lubie go w cholere. Tez zawsze pomoze, zartem rzuci... jest praktykantem, jak ja. Zas ma 30-40 lat gdzies. Tez na 1 roku studiow ;) Tzn zakonczyl dopiero.
Lukasz - koles od nas ze szkoly, naprawde okay, radzi sobie z angielskim wystarczajaco dobrze.
Justyna - tez od nas. Z angielskim gorzej, ale pomagamy jej... ona nam tez ;)
DIMITRIIIIIJJ - BOSS. Metr restauracji. Mega gosc. Umie biegle chyba z 5 jezykow. Czasem upomni, opierdoli, pochwali, pokaze... udany szef. Naprawde...

Dobra, chyba to tyle na razie, bo zaraz musze isc.
Aa... mam fajny uniform, wygladam jak JACKIE CHAN!

_
Marek, wpadajcie, czekam nas Was. Tutaj w cafe place 3,60 euro za godzine. Nie ma tutaj innej, albo po prostu nikt nie wie o innej ;) POGRAM w SC2 jak wroce, mwahaha

Postaram sie moze o prace w cafe tutaj. Tylko musze szefa spotkac, akltualnie jakas laska tutaj prowadzi... pracuje od 3 dni.

Cos jeszcze mialem napisac ale nie pamietam... anyway, NIE MARTWCIE SIE O MNIE (jezeli w ogole ktos sie martwi), ze mnie tu wykorzystuja, mecza... praca mi sprawia przyjemnsoc, chetnie chodze.

... i kolejnych kilka dni skreslonych ;)

Czesc, Wam i trzymaj sie, Kasiu :*

czwartek, 17 maja 2007

17.V.2007

Wieczor dnia poprzedzajacego wyjazd byl ciezki, naprawde. Pewnie to byla najciezsza czesc zwiazana z calym wyjazdem. Dobrze miec to za soba. Nikomu tego nie polecam.

Dzien wylotu (15.V.2007)

Rodzice mnie odwiezli na lotnisko TEGEL w Berlinie, zabralismy tez moja kolezanke, Marte Klorek. Dojechalismy bardzo szybko, sam nie wiem kiedy cala ta trasa zleciala. Pozegnalem rodzicow, bylo latwiej niz sadzilem, w sumie to dobrze. Samolot mielismy z bramy numer 7. Tam bylo juz troche osob, niektore tez z naszej szkoly. Poznalismy sie i czekalismy na odprawe. Powstal smieszny problem, poniewaz okazalo sie, ze nie mamy rezerwacji. Bylo we mnie wiecej zdziwienia niz paniki... cholera, w ogole we mnie paniki nie bylo, az sam sie sobie dziwie. Zebralem wszystkie bilety i poszlismy do stoiska naszego przewoznika - Olympic Airlines. Wszystko sie wyjasnilo, sam do konca nie wiem na czym polegal problem.
Suma sumarum, nasz przelot przesuneli o 1,5 godziny z powodu strajkow, ktore wynikly na lotnisku w Atenach.
Start samolotu. Bylem podniecony. Wystartowalismy i... lekko wbilo w siedzenie, a mozg jakby chcial przejsc w dolna czesc mojego mozgu. Swietne uczucie, naprawde. Polecam loty samolotem. Po starcie wszystkie budynki zaczely sie robic strasznie male (logiczne, prawda? ;)). Wszystko wygladalo jak taka piekna, nienaruszona i doskonala makieta. Swietny widok. Jeszcze lepiej bylo w niebie, gdy chmury nas otaczaly. Nie bez powodu Klakier (kolega) powiedzial, ze chcialby tu zamieszkac. Tez bym zamieszkal jakby byl internet. Potem nas nakarmili... i ladowanie w Atenach. Ciekawie bylo, ale w ogole nie trzeslo.
Lotnisko w Atenach bylo o wiele ladniejsze i chyba wieksze niz Tegel. Godzina minela, moze 1,5 i mielismy odlot do Heraklionu/Iraklionu (roznie to nazywaja). Mniejsze juz bylo podniecenie, aczkolwiek ta Grecka Makieta wyglada o wiele ladniej niz Makieta Niemiecka. Pewnie z powodu gor. Rewelacja, szkoda, ze nie mialem aparatu. Lot moze 45min trwal, a poczestowali nas cynamonowymi ciasteczkami ;)
Lotnisko w Iraklionie bylo przytulne. Male, czyste, nie bylo zatloczone. Przyjemnie. Odebral nas mlody pracownik hotelu Porto Elounda. Zapakowali nas w 2 vany (FORD), no i pojechalismy do miejscowosci gdzie mielismy pracowac. Jakies 60 kilometrow, po drodze poznalismy naszego Managera. Nie pamietam jak sie nazywa, wiec jak go szukam, pytam sie o Pana w Wasach ;)
Przyjechalismy, bylo juz ciemno. Zakwaterowali nas w hotelu Porto Elounda, bo STAFF HOUSE jest jeszcze w remoncie. Wjezdzajac do hotelu szczeki nam opadly. Hotel zajebisty, jak z obrazka. I do tego tam mieszkamy. Pokoj, czy tam apartament za ktory sie placi 200-300 euro za noc jest poki co nasz, za FREE. Zjedlismy i poszlismy spac...

Dzien Drugi (16.V.2007)
Wstalem i skreslilem kolejny dzien. Naprawde milo jest sie obudzic w 5 gwiazdkowym hotelu ;) Poszlismy na spotkanie z Panem z Wasami. Poprzydzielal nas. Dostalem robote jako kelner w glownej restauracji (Deck) hotelu Elounda Mare. Jest to hotel dla ludzi, ktorzy maja duzo kasy i sa starzy. Moze lepsze napiwki wpadna? ;) Potem poszlismy na plaze, kamienista... ktora jest dosc daleko. Wieczorem wypilismy troche piwka, pogadalismy w ogrodzie i porozchodzilismy sie. Zadzwonili do mnie rodzice: uspokoilem ich, ze jest wszystko w porzadku. Poprosilem aby wykonali telefon do Kasi, by ja tez uspokoic i wyjasnic, ze nie mam jak aktualnie dzwonic.
ZzZzZzZz...

Dzien trzeci (17.V.2007)
Kolejny dzien na kalendarzu skreslony ;) Poszlismy po uniformy, zjedlismy. Nic szczegolnego sie nie dzialo. Za 2,5h ide do roboty. Zobaczymy co bedzie. Musze spadac powoli... czesc ;)

_____
Traktuja mnie tu dobrze, wiec jezeli ktos sie martwi to niepotrzebnie. Miejsce piekne, jest naprawde w porzadku.
Zdjec na razie nie mam, bo nie mam swojego internetu, a do cafe raczej nie moge przyjsc z laptopem.
Aby zalatwic sobie internet (tutejszy odpowiednik BLueconnecta to "3G", cos takiego) musze jechac do Agios Nikolaos, czy jakos tak. Lecz to dopiero jak jakiegos offa dostane.

Marek, nie ma sprawy, mozecie wpadac. Na razie nie jestem w stanie Ci powiedziec jak dokladnie internet wyglada. Zaraz poszukam czegos o "3G", sam tez mozesz poszukac. Popytam te o hotspoty, bo nie mialem okazji tego zrobic (albo ludzie nie wiedzieli). Cafe to 3,60E za godzine wiec dosc kiepsko. Bede staral sie byc w kontakcie.

Kasiu, nie martw sie i baw sie tam dobrze ;) Czas leci szybko, przynajmniej tutaj. Niech Tobie tez doda troche gazu! Kocham Cie ;)

Dzieki za pozdrowienia, chlopaki...a Ty bracie, sam masz isc do pracy, wiec nie licz na duzo, jezeli w ogole cos dostaniesz :P

Moj grecki numer to +306943462311, tego z Orange nadal uzywam... tzn czasem karte wkladam.
To na tyle, trzymajcie sie.

poniedziałek, 14 maja 2007

14.V.2007



Dzień przed wyjazdem.

Wrócę za jakieś 125 dni, powiedzmy. W sumie, po chuj myślę o powrocie, skoro nawet nie wyjechałem? : ) Będę tęsknił za przyjaciółmi, rodziną no i Tobą, Kasiu : ) Ale wszystko będzie dobrze.

Simlock zdjęty z telefonu (zamierzam załatwić sobie numer grecki, który tu podam), słuchawki z mikrofonem zakupione... włosy ścięte ; ) W najszybszym czasie postaram się zorientować w cenach i ofertach greckiego odpowiednika BLUECONNECT czy tam iPlus. Powinno być przydatne.

... no i mam nadzieję, że warunki pracy w Elounda Mare czy tam Porto Elounda będą dobre. Oraz OBYM był w stanie spokojnie znaleść drugą pracę.

Jutro wyjeżdżam ze Świebodzina ok. 6:30.
11:50 wylot z Berlina. Dolecę do Aten o 15:40.
Z Aten wylatuję o 18:40, a na Krecie będę o 19;30.

Będę tutaj pracował, albo w podobnym hotelu http://www.bentour.at/upload/131_PortoElounda.jpg


Pozdrawiam; kartki powysyłam ; )

środa, 11 kwietnia 2007

15.V

Grecja, Kreta. Dostałem się. Zaczynam 15 Maja 2007, kończę 15 Września 2007. Tylko cztery miesiące, przecież to nic ;) Wrócę na swoje urodziny... i nie tylko ;)

wtorek, 3 kwietnia 2007

3.IV.2007

Jadę za 1,5 miesiąca.