No i w sumie zlecialo kolejnych pare dni.
Dziwny byl to tydzien. Aktualnie nie pamietam kiedy dokladnie dodalem ostatnia aktualizacje. Stawiam, ze byl to czwartek (teraz pisze w domu, nie w cafe). Robota w tej restauracji Deck zaczela sie robic troche uciazliwa. Czasem mysle, ze pod okresleniem GLUPI jest moje zdjecie, jednak czesciej wychodzi, ze inni tak mysla. No i nie slusznie. Ostatnio mialem pare takich sytuacji:
a) Przebieram stol, bo obrus byl troche brudny. Podchodzi do mnie ktos inny aby pomoc. Mijaja 2-3 sekundy wpada Bad Vasilis i mowi, ze 1 osoba starczy aby to zrobic i abym sobie _JA_ znalazl inne zajecie.
b) Zanioslem w jedno miejsce 2 metalowe wiadra po lodzie na wino. Odstawilem i wracam po scierke aby je przetrzec. Akurat pojawia sie Bad Vasilis i mowi, abym ich tak nie zostawial i abym przetarl. Oczywiscie mowie, ze jestem aktualnie 'w trakcie'. Mimo to i tak 'cos zle zrobile Wm'.
Itp. Wlasnie gadalem z Zenkiem (Lukaszem), ktory wrocil z roboty. Metr sie przypieprzal do niego o byle gowna... mnie tez wczoraj sie przyczepil o cos niedorzecznego.
Otoz, w 'programie' mamy cos takiego, ze trzeba sie spytac gosci czy beda jedli salatke. Jezeli TAK, to dokladamy im dodatkowa pare sztuccow. Robilismy tak przez caly czas. Wczoraj Metr wrocil z urlopu. Wygladal na podkurwionego. Zapytalem jednych gosci o to, czy beda jedli salatke. Odpowiedzieli, ze nie. Metr do mnie "O co ich pytales?", no to mu odpowiedzialem. Zaczal mnie opieprzac, ze to nie nalezy do moich obowiazkow... zglupialem. Mowilem mu, ze przeciez lezy to w moim zakresie zadan. On nic. Mow do slupa, a slup dupa.
Aaa... no tak, mieli mnie wraz z 1 czerwca przeniesc do restauracji Yacht Club w hotelu Elounda Mare. Jednak poki co przenosza mnie do restauracji Nafsica (nie wiem dokladnie jak to sie pisze) w hotelu Porto Elounda. Sa tego i dobre, i zle strony:
+ bedzie blizej do roboty;
+ nie bede musial ogladac Metra (na poczatku byl ok, potem zaczal sie robic 'gorszy')
+ Nikos twierdzi, ze ten Deck gdzie pracowalismy (go tez na chwile przenosza), to najgorsze miejsce pod wzgledem 'stalych kelnerow' (niby sa spoko ale jakby znac ich dluzej, to sa kapke chujowi).
+ Nikos takze twierdzil, ze Metr tej Nafsica jest fajny.
- nie bede pracowal z Good Vasilisem
- nie bede pracowal z Zenkiem (Lukaszem)
- nie bede pracowal pozniej z Nikosem.
- tamta restauracje juz dobrze znalem
I tak mniej wiecej to wyglada. No coz, bede robil co beda mi kazali.
Odkrylem takze taki maly sekret dobrej pracy kelnera. Sa nim goscie. Jezeli sa mili, uprzejmi, porozmawiaja z Toba, nazywaja Cie po imieniu, witaja Cie "Hello Michael" (jezeli oczywiscie ma sie na imie tak jak ja :P) to praca robi sie o wiele lepsza. Wychodzi sie z niej zadowolonym. Potrafi to zrekompensowac krzywy ryj Metra.
--
Po tym 'srednim' dniu wczoraj, poszlismy ekipa na wioske, na jakies disco. Zanim w ogole wyszlismy w poszukiwanie jakiegos klubu, mielismy "male" spotkanie w pokoju 25. Znalazlo sie tam kilku Austryjakow, Grekow no i Polakow. Ciezko bylo cokolwiek zrozumiec, taki halas... ale bylo w porzadku. Wypilem z Nikosem troche tego Ouzo '12' czy jakos tak. Kurde, naprawde dobre; 38% a w ogole tego nie czuc - podczas przelykania. Potem wybilismy do miasta. Drogi na pol godziny... na jakies 300 m przed samym miastem, podwiozl nas taki Grek, Christofer - kucharz z ktoregos hotelu - naprawde wporzadku facet. Hah, w 3 samochodzie jechalo nas 7 albo 8. Jednen taki koles (mieszaniec - Szwed + Grek [ogolnie idiota]) nie mogl zamknac drzwi. Christofer do niego abym zamknal, ze wzgledow bezpieczenstwa. Przejechalismy pareset metrow spokojna nocna droga i nas wysadzil... potem disco jak to disco. Troche tancow na blacie jakims, troche na parkiecie. Ogolnie bylo Gay party. Stosunek facetow do dziewczyn byl jakis 10:3. Wiec ja sobie tam 'z boku' sam tancowalem. Potem o tej 3:40 wyruszylem do domu. 30 minut drogi. Dziwna pogoda. Zero chmur, czyste nocne niebo wysypane gwiazdami i mocny wiatr. A jakoze lubie wiatr, to mi sie to spodobalo. Szedlem tak sobie sam cala droge. Przyszedlem do domu, patrze, ze Pawel tez juz jest; spi jak zabity... nawet teraz spi (pisze to o 14:24). Ostro.
Pracuje jeszcze z nami taki Ariel. Austryjak, moze ma z 40 lat, sam nie wiem. Koles jest naprawde niezly. Jezdzi po swiecie pracujac w roznych hotelach. Byl w USA, Kanadzie, Rosji, Hiszpanii, Iraku, robil na Statkach i w wielu miejscach. Taki podroznik. Tez z nami tancowal wczoraj. Czesto mowi "fuck" i probowal roznych rzeczy w zyciu. Lubi czarna muze, haha ;) 165cm, lysawy, z lekkim miesniem piwnym facet, ktory lubi Snoop Dogga :D
I ogolnie tak to wyglada. Jakby nie patrzec, dalej czekam az wroce do domu. Z kazdym dniem coraz blizej. Zrobilem sobie nawet taka rozpiske w Excelu... gdzie mi podlicza ile dni do konca, ile przepracowalem, ile nadgodzin, dni wolnych, ile mam kasy... itp ;)
To tyle, radze sobie, Wy tez sobie radzcie... zaraz wakacje macie. Ja ide sie opalac, ciao ;)p
http://img127.imageshack.us/img127/8488/01fz6.jpg - lekko zboczylem z drogi.
http://img111.imageshack.us/img111/6961/02zo5.jpg - drzewo przy drodze do Elounda Mare.
http://img527.imageshack.us/img527/5769/03jf1.jpg - poczatek Elounda Village.
http://img514.imageshack.us/img514/1144/04nk7.jpg - w koncu to wioska.
http://img530.imageshack.us/img530/379/05vx8.jpg - ta droga jeszcze nie szedlem.
http://img527.imageshack.us/img527/2015/06le6.jpg - ta...
http://img118.imageshack.us/img118/1183/07ge3.jpg - no i drzewo.
środa, 30 maja 2007
czwartek, 24 maja 2007
24.V.2007
Poskreslalem kolejnych pare dni.
Praca, jak praca. Bywa lepiej, bywa gorzej. Ostatnio kazde wyjscie do roboty, to byla jakas wpadka. Mniejsza lub wieksza. Raz zdarzylo mi sie przyjsc nieogolonym. Po 1,5h, Metr (glowny dowodzacy serwisem) zorientowal sie, ze sie nie ogolilem. Powiedzial bardzo spokojnie, ze chce abym zostal w kuchni... niezauwazony przez klientow. Coz, zdarza sie. Pozostale wpadki to takie cos w stylu, zapomnialem przetrzec stol po zebraniu talerzy z 2giego glownego dania... itp. BAD VASILIS zawsze cos zobaczy, a jak nie on, to nasz Metr, ktory wlada... jak on to mowi "too many languages". Wiem, ze zna niemiecki, wloski, angielski, grecki; a dalej to nie wiem. Cos tam tez po polsku, takie goscinne zwroty.
Jednak jestem zadowolony z dzisiejszego dnia (nie bylo BAD VASILISA ani Lukasza). Dlaczego? Poszlo mi idealnie. W ogole nie uciekalem na zmywak, obslugiwalem klientow jak trzeba. Chodzilem caly czas usmiechniety, zagadowalym do tych snobow (jest wiecej milych, niz niemilych) i sobie podspiewywalem pod nosem. To pomaga zwalczyc zmeczenie i STRES przede wszystkim. Te pomylki to chyba wychodzily z tego, ze bylem zestresowany. Zaczelo sie to po tym, gdy Metr ostrzegl nas abysmy UWAZALI, abysmy nie poplamili zadnego drogiego ciuszka kilentow. Mieli takie przypadki kiedys, ze taka ofiara poplamienia zarzadala 2000euro za swoja sukienke. Boze. Skad ja mialbym taka kase wziac?
GOOD VASILIS lubi gwiezdne wojny, ma nawet miecz swietlny, ktory robi WZIUU WZIUU i PSZZZ gdy dotkniesz 'ostrzem' o cos ;D Ma 34 lata i jest wolnym strzelcem. Artemis nazywa mnie ninja/rambo, a Nikos jak zawsze jest uprzejmy, mily i dobrze nastawia na robote.
Dowiedzialem sie czegos ciekawego o greckim stylu zycia (od GOOD VASILISA). Otoz jest taka zasada (niepisana, cos a'la tradycja), ze syn opuszcza dom rodzinny dopiero wtedy, gdy sie ozeni. Uznal to za koszmar. Od kobiety do kobiety. Sam jest wolnym strzelcem i dobrze mu z tym. Nazwal tez siebie okropnym klamca. Go chyba najbardziej lubie z calego personelu. Z Francuzami lepiej, juz mi przeszlo. Dzis przypadkiem Odrikowi rozwalilem babeczke, ktora m.in. dostal po pracy. Przypadek.
A, i mamy 2 geji w hotelu. Jeden ma z 30-40 lat, drugi z 70. Yuck.
Jezeli chodzi o ludzi, z ktorymi tu jestem (z ktorymi przyjechalem(... a to rozpisze sie kiedy indziej, teraz mi sie nie chce :P
Dodam teraz tylko kilka zdjec z miejsca, w ktorym spie:
http://i18.tinypic.com/66yltzr.jpg - widok z tarasu.
http://i19.tinypic.com/660l8r8.jpg - jedna z uliczek w hotelu... resorcie... whatever. Porto Elounda.
http://i12.tinypic.com/5yl762o.jpg - moj taras...
to na tyle ze zdjec. Wkurzam sie bo myszki nie wzialem i wolno mi to idzie. Tez porobilem troche zdjec z 'poza' hotelu, ale to next time maybe... ciao seniores i senioras!
:*
Praca, jak praca. Bywa lepiej, bywa gorzej. Ostatnio kazde wyjscie do roboty, to byla jakas wpadka. Mniejsza lub wieksza. Raz zdarzylo mi sie przyjsc nieogolonym. Po 1,5h, Metr (glowny dowodzacy serwisem) zorientowal sie, ze sie nie ogolilem. Powiedzial bardzo spokojnie, ze chce abym zostal w kuchni... niezauwazony przez klientow. Coz, zdarza sie. Pozostale wpadki to takie cos w stylu, zapomnialem przetrzec stol po zebraniu talerzy z 2giego glownego dania... itp. BAD VASILIS zawsze cos zobaczy, a jak nie on, to nasz Metr, ktory wlada... jak on to mowi "too many languages". Wiem, ze zna niemiecki, wloski, angielski, grecki; a dalej to nie wiem. Cos tam tez po polsku, takie goscinne zwroty.
Jednak jestem zadowolony z dzisiejszego dnia (nie bylo BAD VASILISA ani Lukasza). Dlaczego? Poszlo mi idealnie. W ogole nie uciekalem na zmywak, obslugiwalem klientow jak trzeba. Chodzilem caly czas usmiechniety, zagadowalym do tych snobow (jest wiecej milych, niz niemilych) i sobie podspiewywalem pod nosem. To pomaga zwalczyc zmeczenie i STRES przede wszystkim. Te pomylki to chyba wychodzily z tego, ze bylem zestresowany. Zaczelo sie to po tym, gdy Metr ostrzegl nas abysmy UWAZALI, abysmy nie poplamili zadnego drogiego ciuszka kilentow. Mieli takie przypadki kiedys, ze taka ofiara poplamienia zarzadala 2000euro za swoja sukienke. Boze. Skad ja mialbym taka kase wziac?
GOOD VASILIS lubi gwiezdne wojny, ma nawet miecz swietlny, ktory robi WZIUU WZIUU i PSZZZ gdy dotkniesz 'ostrzem' o cos ;D Ma 34 lata i jest wolnym strzelcem. Artemis nazywa mnie ninja/rambo, a Nikos jak zawsze jest uprzejmy, mily i dobrze nastawia na robote.
Dowiedzialem sie czegos ciekawego o greckim stylu zycia (od GOOD VASILISA). Otoz jest taka zasada (niepisana, cos a'la tradycja), ze syn opuszcza dom rodzinny dopiero wtedy, gdy sie ozeni. Uznal to za koszmar. Od kobiety do kobiety. Sam jest wolnym strzelcem i dobrze mu z tym. Nazwal tez siebie okropnym klamca. Go chyba najbardziej lubie z calego personelu. Z Francuzami lepiej, juz mi przeszlo. Dzis przypadkiem Odrikowi rozwalilem babeczke, ktora m.in. dostal po pracy. Przypadek.
A, i mamy 2 geji w hotelu. Jeden ma z 30-40 lat, drugi z 70. Yuck.
Jezeli chodzi o ludzi, z ktorymi tu jestem (z ktorymi przyjechalem(... a to rozpisze sie kiedy indziej, teraz mi sie nie chce :P
Dodam teraz tylko kilka zdjec z miejsca, w ktorym spie:
http://i18.tinypic.com/66yltzr.jpg - widok z tarasu.
http://i19.tinypic.com/660l8r8.jpg - jedna z uliczek w hotelu... resorcie... whatever. Porto Elounda.
http://i12.tinypic.com/5yl762o.jpg - moj taras...
to na tyle ze zdjec. Wkurzam sie bo myszki nie wzialem i wolno mi to idzie. Tez porobilem troche zdjec z 'poza' hotelu, ale to next time maybe... ciao seniores i senioras!
:*
poniedziałek, 21 maja 2007
21.V.2007
Kolejny dzien skreslony.
Kurde, troche mnie nogi bola.
Chyba zapomnialem opisac kilku innych pracownikow.
Mahrzoli (cholera wie jak sie to pisze) - dziewczyna z francji, tez studentka 1 roku. Niezle pracuje, angielskiego nie umie. Jest dla mnie opcja.
Odrik (tez zapis fonetyczny) - francuz. Nizszy ode mnie, tez 1 rok. Przyjechal razem z ta dziewczyna. Ogolnie spoko, ale wczoraj mnie wkurzyl. Smial sie kiedy pomylilem butelke wody. Dobrze, ze oni tylko na miesiac przyjezdzaja, bo bym zabil. Jebac francje.
Artemis (pisalem o niej? nie pamietam) - dziewczyna z grecji, haha. Tez angielskiego nie umie, ale staramy sie ja uczyc. HAHAH taka rozjebana dziewczyna, boki zrywac :D Czasem odwali jakas fajna akcje... ;) ale to trzeba zobaczyc.
Ogolnie pracuje sie fajnie. Coraz bardziej sie przyzwyczajam i niektore rzeczy zaczynam robic automatycznie. Wiecie, jak robot. Chyba podolam na dwie roboty. Cos tak czuje. Coraz mniej chce mi sie spac podczas tych przerw... ;)
Takze mamy fajny klimat z Lukaszem i Justyna. Jest coraz weselej i wszyscy nie lubimy francuzow. Mozna tez sobie poprzeklinac, posmiac sie... jest ok ;)
Wolne mam w czwartek. W koncu. Odpoczne sobie, pojde w okolice z kamera/aparatem i porobie zdjecia/nakrece jakis material ;)
Nadal mieszkamy w tym hotelu, nie wiem kiedy nas przeniosa. To na razie jest bloga niewiedza ;>
No... to by bylo na tyle, chyba. Nie wiem co dalej pisac, jestem tu chyba za czesto. Byc moze dojdzie niedlugo do takiego momentu, ze bede sie tu pojawial nie co drugi dzien, a co 3-4. Moze nawet raz na tydzien, sam nie wiem.
Anyway, trzymam sie tu dobrze. Wy tez sie trzymajcie ;)
_____
Marku, wiesz, nie wiem czy bym mogl takie cos zrobic. Na razie tutaj szefa nie ma, jest jakas baba. Moze z nia zagadam ale nie mam pewnosci czy zna angielski ;) Zadzwon do mnie ktoregos dnia, jak chcesz ;)
Z lewej (na blogu) napisze godziny pracy, numer telefonu... itp ;)
To by bylo na tyle...
PS; piszcie cos w komentarzach wiecej, k? :D
PS2: hekat, Ty mnie i tak nie widzisz juz od zimy ;)
Kurde, troche mnie nogi bola.
Chyba zapomnialem opisac kilku innych pracownikow.
Mahrzoli (cholera wie jak sie to pisze) - dziewczyna z francji, tez studentka 1 roku. Niezle pracuje, angielskiego nie umie. Jest dla mnie opcja.
Odrik (tez zapis fonetyczny) - francuz. Nizszy ode mnie, tez 1 rok. Przyjechal razem z ta dziewczyna. Ogolnie spoko, ale wczoraj mnie wkurzyl. Smial sie kiedy pomylilem butelke wody. Dobrze, ze oni tylko na miesiac przyjezdzaja, bo bym zabil. Jebac francje.
Artemis (pisalem o niej? nie pamietam) - dziewczyna z grecji, haha. Tez angielskiego nie umie, ale staramy sie ja uczyc. HAHAH taka rozjebana dziewczyna, boki zrywac :D Czasem odwali jakas fajna akcje... ;) ale to trzeba zobaczyc.
Ogolnie pracuje sie fajnie. Coraz bardziej sie przyzwyczajam i niektore rzeczy zaczynam robic automatycznie. Wiecie, jak robot. Chyba podolam na dwie roboty. Cos tak czuje. Coraz mniej chce mi sie spac podczas tych przerw... ;)
Takze mamy fajny klimat z Lukaszem i Justyna. Jest coraz weselej i wszyscy nie lubimy francuzow. Mozna tez sobie poprzeklinac, posmiac sie... jest ok ;)
Wolne mam w czwartek. W koncu. Odpoczne sobie, pojde w okolice z kamera/aparatem i porobie zdjecia/nakrece jakis material ;)
Nadal mieszkamy w tym hotelu, nie wiem kiedy nas przeniosa. To na razie jest bloga niewiedza ;>
No... to by bylo na tyle, chyba. Nie wiem co dalej pisac, jestem tu chyba za czesto. Byc moze dojdzie niedlugo do takiego momentu, ze bede sie tu pojawial nie co drugi dzien, a co 3-4. Moze nawet raz na tydzien, sam nie wiem.
Anyway, trzymam sie tu dobrze. Wy tez sie trzymajcie ;)
_____
Marku, wiesz, nie wiem czy bym mogl takie cos zrobic. Na razie tutaj szefa nie ma, jest jakas baba. Moze z nia zagadam ale nie mam pewnosci czy zna angielski ;) Zadzwon do mnie ktoregos dnia, jak chcesz ;)
Z lewej (na blogu) napisze godziny pracy, numer telefonu... itp ;)
To by bylo na tyle...
PS; piszcie cos w komentarzach wiecej, k? :D
PS2: hekat, Ty mnie i tak nie widzisz juz od zimy ;)
sobota, 19 maja 2007
19.V.2007
Zaczely sie dni pracy...
... i jestem zadowolony. Pracuje w restauracji "DECK", w hotelu Elounda Mare. Dowiedzialem sie, ze sa to najekskluzywniejsze hotele w Grecji. Ale fajnie ; ) Referencja bedzie zajebsita... dobra, to moze teraz cos o mojej pracy.
Kazdego dnia, prace zaczynam o 8 rano, koncze o 12 - sniadanie. Od 19 do 23 robimy przy kolacji. Traktuja nas tam dobrze, cieplo nas przyjeli. Nie rzucili nas odrazu na gleboka wode. Pokazywali wszystko od poczatku. Na starcie, stalismy i obesrwowalismy co robia...
Moze teraz troche o skladzie:
Nikos #1 - Grek, pracuje tutaj o 1 dzien dluzej od nas, ale normalnie; nie jest trainee. Jest wporzadku, mieszka z nami w Porto Elounda. Mily, smieszny, zawsze pomoze...
Nikos #2 - Metr Room Servcie'u, 45 letni, gruby grek, ktorzy przywital mnie haslem "LECH POZNAN!" ;)
Bad Vasili - wporzadku koles. Konkretny, pracuje tutaj na calorocznym kontrakcie. Zawsze pomoze, opanowwany, spokojny.
Good Vasili - hahaha, to jest gosc! Lubie go w cholere. Tez zawsze pomoze, zartem rzuci... jest praktykantem, jak ja. Zas ma 30-40 lat gdzies. Tez na 1 roku studiow ;) Tzn zakonczyl dopiero.
Lukasz - koles od nas ze szkoly, naprawde okay, radzi sobie z angielskim wystarczajaco dobrze.
Justyna - tez od nas. Z angielskim gorzej, ale pomagamy jej... ona nam tez ;)
DIMITRIIIIIJJ - BOSS. Metr restauracji. Mega gosc. Umie biegle chyba z 5 jezykow. Czasem upomni, opierdoli, pochwali, pokaze... udany szef. Naprawde...
Dobra, chyba to tyle na razie, bo zaraz musze isc.
Aa... mam fajny uniform, wygladam jak JACKIE CHAN!
_
Marek, wpadajcie, czekam nas Was. Tutaj w cafe place 3,60 euro za godzine. Nie ma tutaj innej, albo po prostu nikt nie wie o innej ;) POGRAM w SC2 jak wroce, mwahaha
Postaram sie moze o prace w cafe tutaj. Tylko musze szefa spotkac, akltualnie jakas laska tutaj prowadzi... pracuje od 3 dni.
Cos jeszcze mialem napisac ale nie pamietam... anyway, NIE MARTWCIE SIE O MNIE (jezeli w ogole ktos sie martwi), ze mnie tu wykorzystuja, mecza... praca mi sprawia przyjemnsoc, chetnie chodze.
... i kolejnych kilka dni skreslonych ;)
Czesc, Wam i trzymaj sie, Kasiu :*
... i jestem zadowolony. Pracuje w restauracji "DECK", w hotelu Elounda Mare. Dowiedzialem sie, ze sa to najekskluzywniejsze hotele w Grecji. Ale fajnie ; ) Referencja bedzie zajebsita... dobra, to moze teraz cos o mojej pracy.
Kazdego dnia, prace zaczynam o 8 rano, koncze o 12 - sniadanie. Od 19 do 23 robimy przy kolacji. Traktuja nas tam dobrze, cieplo nas przyjeli. Nie rzucili nas odrazu na gleboka wode. Pokazywali wszystko od poczatku. Na starcie, stalismy i obesrwowalismy co robia...
Moze teraz troche o skladzie:
Nikos #1 - Grek, pracuje tutaj o 1 dzien dluzej od nas, ale normalnie; nie jest trainee. Jest wporzadku, mieszka z nami w Porto Elounda. Mily, smieszny, zawsze pomoze...
Nikos #2 - Metr Room Servcie'u, 45 letni, gruby grek, ktorzy przywital mnie haslem "LECH POZNAN!" ;)
Bad Vasili - wporzadku koles. Konkretny, pracuje tutaj na calorocznym kontrakcie. Zawsze pomoze, opanowwany, spokojny.
Good Vasili - hahaha, to jest gosc! Lubie go w cholere. Tez zawsze pomoze, zartem rzuci... jest praktykantem, jak ja. Zas ma 30-40 lat gdzies. Tez na 1 roku studiow ;) Tzn zakonczyl dopiero.
Lukasz - koles od nas ze szkoly, naprawde okay, radzi sobie z angielskim wystarczajaco dobrze.
Justyna - tez od nas. Z angielskim gorzej, ale pomagamy jej... ona nam tez ;)
DIMITRIIIIIJJ - BOSS. Metr restauracji. Mega gosc. Umie biegle chyba z 5 jezykow. Czasem upomni, opierdoli, pochwali, pokaze... udany szef. Naprawde...
Dobra, chyba to tyle na razie, bo zaraz musze isc.
Aa... mam fajny uniform, wygladam jak JACKIE CHAN!
_
Marek, wpadajcie, czekam nas Was. Tutaj w cafe place 3,60 euro za godzine. Nie ma tutaj innej, albo po prostu nikt nie wie o innej ;) POGRAM w SC2 jak wroce, mwahaha
Postaram sie moze o prace w cafe tutaj. Tylko musze szefa spotkac, akltualnie jakas laska tutaj prowadzi... pracuje od 3 dni.
Cos jeszcze mialem napisac ale nie pamietam... anyway, NIE MARTWCIE SIE O MNIE (jezeli w ogole ktos sie martwi), ze mnie tu wykorzystuja, mecza... praca mi sprawia przyjemnsoc, chetnie chodze.
... i kolejnych kilka dni skreslonych ;)
Czesc, Wam i trzymaj sie, Kasiu :*
czwartek, 17 maja 2007
17.V.2007
Wieczor dnia poprzedzajacego wyjazd byl ciezki, naprawde. Pewnie to byla najciezsza czesc zwiazana z calym wyjazdem. Dobrze miec to za soba. Nikomu tego nie polecam.
Dzien wylotu (15.V.2007)
Rodzice mnie odwiezli na lotnisko TEGEL w Berlinie, zabralismy tez moja kolezanke, Marte Klorek. Dojechalismy bardzo szybko, sam nie wiem kiedy cala ta trasa zleciala. Pozegnalem rodzicow, bylo latwiej niz sadzilem, w sumie to dobrze. Samolot mielismy z bramy numer 7. Tam bylo juz troche osob, niektore tez z naszej szkoly. Poznalismy sie i czekalismy na odprawe. Powstal smieszny problem, poniewaz okazalo sie, ze nie mamy rezerwacji. Bylo we mnie wiecej zdziwienia niz paniki... cholera, w ogole we mnie paniki nie bylo, az sam sie sobie dziwie. Zebralem wszystkie bilety i poszlismy do stoiska naszego przewoznika - Olympic Airlines. Wszystko sie wyjasnilo, sam do konca nie wiem na czym polegal problem.
Suma sumarum, nasz przelot przesuneli o 1,5 godziny z powodu strajkow, ktore wynikly na lotnisku w Atenach.
Start samolotu. Bylem podniecony. Wystartowalismy i... lekko wbilo w siedzenie, a mozg jakby chcial przejsc w dolna czesc mojego mozgu. Swietne uczucie, naprawde. Polecam loty samolotem. Po starcie wszystkie budynki zaczely sie robic strasznie male (logiczne, prawda? ;)). Wszystko wygladalo jak taka piekna, nienaruszona i doskonala makieta. Swietny widok. Jeszcze lepiej bylo w niebie, gdy chmury nas otaczaly. Nie bez powodu Klakier (kolega) powiedzial, ze chcialby tu zamieszkac. Tez bym zamieszkal jakby byl internet. Potem nas nakarmili... i ladowanie w Atenach. Ciekawie bylo, ale w ogole nie trzeslo.
Lotnisko w Atenach bylo o wiele ladniejsze i chyba wieksze niz Tegel. Godzina minela, moze 1,5 i mielismy odlot do Heraklionu/Iraklionu (roznie to nazywaja). Mniejsze juz bylo podniecenie, aczkolwiek ta Grecka Makieta wyglada o wiele ladniej niz Makieta Niemiecka. Pewnie z powodu gor. Rewelacja, szkoda, ze nie mialem aparatu. Lot moze 45min trwal, a poczestowali nas cynamonowymi ciasteczkami ;)
Lotnisko w Iraklionie bylo przytulne. Male, czyste, nie bylo zatloczone. Przyjemnie. Odebral nas mlody pracownik hotelu Porto Elounda. Zapakowali nas w 2 vany (FORD), no i pojechalismy do miejscowosci gdzie mielismy pracowac. Jakies 60 kilometrow, po drodze poznalismy naszego Managera. Nie pamietam jak sie nazywa, wiec jak go szukam, pytam sie o Pana w Wasach ;)
Przyjechalismy, bylo juz ciemno. Zakwaterowali nas w hotelu Porto Elounda, bo STAFF HOUSE jest jeszcze w remoncie. Wjezdzajac do hotelu szczeki nam opadly. Hotel zajebisty, jak z obrazka. I do tego tam mieszkamy. Pokoj, czy tam apartament za ktory sie placi 200-300 euro za noc jest poki co nasz, za FREE. Zjedlismy i poszlismy spac...
Dzien Drugi (16.V.2007)
Wstalem i skreslilem kolejny dzien. Naprawde milo jest sie obudzic w 5 gwiazdkowym hotelu ;) Poszlismy na spotkanie z Panem z Wasami. Poprzydzielal nas. Dostalem robote jako kelner w glownej restauracji (Deck) hotelu Elounda Mare. Jest to hotel dla ludzi, ktorzy maja duzo kasy i sa starzy. Moze lepsze napiwki wpadna? ;) Potem poszlismy na plaze, kamienista... ktora jest dosc daleko. Wieczorem wypilismy troche piwka, pogadalismy w ogrodzie i porozchodzilismy sie. Zadzwonili do mnie rodzice: uspokoilem ich, ze jest wszystko w porzadku. Poprosilem aby wykonali telefon do Kasi, by ja tez uspokoic i wyjasnic, ze nie mam jak aktualnie dzwonic.
ZzZzZzZz...
Dzien trzeci (17.V.2007)
Kolejny dzien na kalendarzu skreslony ;) Poszlismy po uniformy, zjedlismy. Nic szczegolnego sie nie dzialo. Za 2,5h ide do roboty. Zobaczymy co bedzie. Musze spadac powoli... czesc ;)
_____
Traktuja mnie tu dobrze, wiec jezeli ktos sie martwi to niepotrzebnie. Miejsce piekne, jest naprawde w porzadku.
Zdjec na razie nie mam, bo nie mam swojego internetu, a do cafe raczej nie moge przyjsc z laptopem.
Aby zalatwic sobie internet (tutejszy odpowiednik BLueconnecta to "3G", cos takiego) musze jechac do Agios Nikolaos, czy jakos tak. Lecz to dopiero jak jakiegos offa dostane.
Marek, nie ma sprawy, mozecie wpadac. Na razie nie jestem w stanie Ci powiedziec jak dokladnie internet wyglada. Zaraz poszukam czegos o "3G", sam tez mozesz poszukac. Popytam te o hotspoty, bo nie mialem okazji tego zrobic (albo ludzie nie wiedzieli). Cafe to 3,60E za godzine wiec dosc kiepsko. Bede staral sie byc w kontakcie.
Kasiu, nie martw sie i baw sie tam dobrze ;) Czas leci szybko, przynajmniej tutaj. Niech Tobie tez doda troche gazu! Kocham Cie ;)
Dzieki za pozdrowienia, chlopaki...a Ty bracie, sam masz isc do pracy, wiec nie licz na duzo, jezeli w ogole cos dostaniesz :P
Moj grecki numer to +306943462311, tego z Orange nadal uzywam... tzn czasem karte wkladam.
To na tyle, trzymajcie sie.
Dzien wylotu (15.V.2007)
Rodzice mnie odwiezli na lotnisko TEGEL w Berlinie, zabralismy tez moja kolezanke, Marte Klorek. Dojechalismy bardzo szybko, sam nie wiem kiedy cala ta trasa zleciala. Pozegnalem rodzicow, bylo latwiej niz sadzilem, w sumie to dobrze. Samolot mielismy z bramy numer 7. Tam bylo juz troche osob, niektore tez z naszej szkoly. Poznalismy sie i czekalismy na odprawe. Powstal smieszny problem, poniewaz okazalo sie, ze nie mamy rezerwacji. Bylo we mnie wiecej zdziwienia niz paniki... cholera, w ogole we mnie paniki nie bylo, az sam sie sobie dziwie. Zebralem wszystkie bilety i poszlismy do stoiska naszego przewoznika - Olympic Airlines. Wszystko sie wyjasnilo, sam do konca nie wiem na czym polegal problem.
Suma sumarum, nasz przelot przesuneli o 1,5 godziny z powodu strajkow, ktore wynikly na lotnisku w Atenach.
Start samolotu. Bylem podniecony. Wystartowalismy i... lekko wbilo w siedzenie, a mozg jakby chcial przejsc w dolna czesc mojego mozgu. Swietne uczucie, naprawde. Polecam loty samolotem. Po starcie wszystkie budynki zaczely sie robic strasznie male (logiczne, prawda? ;)). Wszystko wygladalo jak taka piekna, nienaruszona i doskonala makieta. Swietny widok. Jeszcze lepiej bylo w niebie, gdy chmury nas otaczaly. Nie bez powodu Klakier (kolega) powiedzial, ze chcialby tu zamieszkac. Tez bym zamieszkal jakby byl internet. Potem nas nakarmili... i ladowanie w Atenach. Ciekawie bylo, ale w ogole nie trzeslo.
Lotnisko w Atenach bylo o wiele ladniejsze i chyba wieksze niz Tegel. Godzina minela, moze 1,5 i mielismy odlot do Heraklionu/Iraklionu (roznie to nazywaja). Mniejsze juz bylo podniecenie, aczkolwiek ta Grecka Makieta wyglada o wiele ladniej niz Makieta Niemiecka. Pewnie z powodu gor. Rewelacja, szkoda, ze nie mialem aparatu. Lot moze 45min trwal, a poczestowali nas cynamonowymi ciasteczkami ;)
Lotnisko w Iraklionie bylo przytulne. Male, czyste, nie bylo zatloczone. Przyjemnie. Odebral nas mlody pracownik hotelu Porto Elounda. Zapakowali nas w 2 vany (FORD), no i pojechalismy do miejscowosci gdzie mielismy pracowac. Jakies 60 kilometrow, po drodze poznalismy naszego Managera. Nie pamietam jak sie nazywa, wiec jak go szukam, pytam sie o Pana w Wasach ;)
Przyjechalismy, bylo juz ciemno. Zakwaterowali nas w hotelu Porto Elounda, bo STAFF HOUSE jest jeszcze w remoncie. Wjezdzajac do hotelu szczeki nam opadly. Hotel zajebisty, jak z obrazka. I do tego tam mieszkamy. Pokoj, czy tam apartament za ktory sie placi 200-300 euro za noc jest poki co nasz, za FREE. Zjedlismy i poszlismy spac...
Dzien Drugi (16.V.2007)
Wstalem i skreslilem kolejny dzien. Naprawde milo jest sie obudzic w 5 gwiazdkowym hotelu ;) Poszlismy na spotkanie z Panem z Wasami. Poprzydzielal nas. Dostalem robote jako kelner w glownej restauracji (Deck) hotelu Elounda Mare. Jest to hotel dla ludzi, ktorzy maja duzo kasy i sa starzy. Moze lepsze napiwki wpadna? ;) Potem poszlismy na plaze, kamienista... ktora jest dosc daleko. Wieczorem wypilismy troche piwka, pogadalismy w ogrodzie i porozchodzilismy sie. Zadzwonili do mnie rodzice: uspokoilem ich, ze jest wszystko w porzadku. Poprosilem aby wykonali telefon do Kasi, by ja tez uspokoic i wyjasnic, ze nie mam jak aktualnie dzwonic.
ZzZzZzZz...
Dzien trzeci (17.V.2007)
Kolejny dzien na kalendarzu skreslony ;) Poszlismy po uniformy, zjedlismy. Nic szczegolnego sie nie dzialo. Za 2,5h ide do roboty. Zobaczymy co bedzie. Musze spadac powoli... czesc ;)
_____
Traktuja mnie tu dobrze, wiec jezeli ktos sie martwi to niepotrzebnie. Miejsce piekne, jest naprawde w porzadku.
Zdjec na razie nie mam, bo nie mam swojego internetu, a do cafe raczej nie moge przyjsc z laptopem.
Aby zalatwic sobie internet (tutejszy odpowiednik BLueconnecta to "3G", cos takiego) musze jechac do Agios Nikolaos, czy jakos tak. Lecz to dopiero jak jakiegos offa dostane.
Marek, nie ma sprawy, mozecie wpadac. Na razie nie jestem w stanie Ci powiedziec jak dokladnie internet wyglada. Zaraz poszukam czegos o "3G", sam tez mozesz poszukac. Popytam te o hotspoty, bo nie mialem okazji tego zrobic (albo ludzie nie wiedzieli). Cafe to 3,60E za godzine wiec dosc kiepsko. Bede staral sie byc w kontakcie.
Kasiu, nie martw sie i baw sie tam dobrze ;) Czas leci szybko, przynajmniej tutaj. Niech Tobie tez doda troche gazu! Kocham Cie ;)
Dzieki za pozdrowienia, chlopaki...a Ty bracie, sam masz isc do pracy, wiec nie licz na duzo, jezeli w ogole cos dostaniesz :P
Moj grecki numer to +306943462311, tego z Orange nadal uzywam... tzn czasem karte wkladam.
To na tyle, trzymajcie sie.
poniedziałek, 14 maja 2007
14.V.2007

Dzień przed wyjazdem.
Wrócę za jakieś 125 dni, powiedzmy. W sumie, po chuj myślę o powrocie, skoro nawet nie wyjechałem? : ) Będę tęsknił za przyjaciółmi, rodziną no i Tobą, Kasiu : ) Ale wszystko będzie dobrze.
Simlock zdjęty z telefonu (zamierzam załatwić sobie numer grecki, który tu podam), słuchawki z mikrofonem zakupione... włosy ścięte ; ) W najszybszym czasie postaram się zorientować w cenach i ofertach greckiego odpowiednika BLUECONNECT czy tam iPlus. Powinno być przydatne.
... no i mam nadzieję, że warunki pracy w Elounda Mare czy tam Porto Elounda będą dobre. Oraz OBYM był w stanie spokojnie znaleść drugą pracę.
Jutro wyjeżdżam ze Świebodzina ok. 6:30.
11:50 wylot z Berlina. Dolecę do Aten o 15:40.
Z Aten wylatuję o 18:40, a na Krecie będę o 19;30.
Będę tutaj pracował, albo w podobnym hotelu http://www.bentour.at/upload/131_PortoElounda.jpg
Pozdrawiam; kartki powysyłam ; )
Subskrybuj:
Posty (Atom)