poniedziałek, 25 czerwca 2007

25.VI.2007

Notka ta datowana jest akurat na dzis. Nie napisalem tego wczoraj, ani 2 dni temu. W sumie to nawet czasu nie mialem. Odrazu tez przepraszam, ze nie pisalem tak dlugi czas. No ale jak napisalem wczesniej, nie mialem okazji.


Ostatnio byl dosc ciezki okres. Sezon tak naprawde sie zaczal; albo dopiero zaczyna. Po 170 osob na obiadach w Odyseuszu, tez coraz wiecej na kolacji w Elies. Ciezko jest, ale daje rade. Kucharz z Odyseusza, pseudo "Antonio" nawet stwierdzil, ze zasluguje na wiecej kasy. Ale co z tego? I tak nie dostane. Nie moge jednak pracowac 'lzej', bo chyba faktycznie jestem pracowity, jak moj Tata. A moze za wczesnie aby to ocenic? Licze na spory napiwek z czerwca. Minimum 100 euro. Miloby bylo dostac jakies 150. Aska, za pol maja dostala 38 euro, a sie opierdalala. Teraz juz pracuje lepiej.


Poznalem tez taka Irlandzka pare. Maja moze po 50 lat. Sa naprawde w porzadku. Zawsze "Hey, Michael, how are you?". On przybije mi piatke, ona cos pogada milego. Ogolnie dobrze wychowani. Po obsludze na dosc sporej imprezie, "The Cretan Night" facet podszedl do mnie, przybil piatke, a w dloni mial schowane 10euro napiwku dla mnie. Aby nikt nie zobaczyl, abym nie musial sie dzielic. Fajnie. Jest na doladowanie karty do telefonu. W koncu bede mogl pisac sms'y, bo mi sie kasa skonczyla i na Vodafone i na Orange ;) Jak to czytacie, to juz pewnie mam doladowane. Najpozniej jutro.


Poprzednia niedziela byla... meczaca, na swoj sposob. Ale za to jaka fajna ;) Z Christianem (austryjackim trainee) i Manosem (metrem) obslugiwalismy na Cruise Shipie do zamku Spinalonga, jakos tak. Mila imprezka, na 50 osob. Wiatr, slonce, woda... ah ;) Bylo naprawde dobrze. Najgorsze bylo sprzatanie. Dzwiganie pozostalosci (stoly, kraty z butelkami itp) przez ponad 2h bez przerwy w pelnym sloncu.Christian zrobil pare zdjec. Nie mialem jeszcze okazji ich od niego sciagnac. Moze sie uda jeszcze dzis, to je wrzuce (musze tylko go zlapac).
Ostatnio bylo dosc kiepsko z przeprowadzkami. Jako jedyni (z Pawlem) zostalismy przeniesieni do starego staff houseu. Nie ma to jak ciezko pracowac i miec najbardziej przejebane. No coz, jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma, prawda? ;) Zawiezli nas tam. Weszlismy... zalamka. Syf, po prostu syf. 30 letnia lazienka, meble tez retro, poduszka tylko na 1 lozku. Spedzilem tam 1 noc. Sam. Pawel u kogos spal w nowym staff housie. O 5 rano obudzila mnie kapiaca woda w lazience, a dokladnie w spluczce. Za dnia tam jest tak goraco, ze jak siedzisz, to sie pocisz. Rano, przed praca siedzialem w jednym miejscu bez ruchu, nie robiac nic. Nie mialem do kogo sie odezwac, czym sie zajac... do pracy wyruszylem 80min przed rozpoczeciem, aby sobie posiedziec spokojnie przy szklance wody w restauracji dla staffu. Po robocie stwierdzilem, ze nie ma mowy abym wracal do tego miejsca. Zapytalem Bartka i Adama czy moge z nimi zamieszkac. Nie mieli nic przeciwko. SWIETNIE! Trzeba bylo poprosic teraz kogos o pomoc w dzwiganiu bagazy. Spotkalem Sebastiana i Wojtka. Zgodzili sie bez 2 zdan. 30min drogi w 1 strone, 35-40*C i zero chmur. Nie znam nikogo ze Swiebodzina kto by mi tak pomogl... raczej. No coz, udalo sie nam jednak zlapac stopa, zabrali nas ludzie z San Francisco. Zawiezli pod sam stary staff house. Zebralismy sie, i wyszlismy. Udalo sie znow zlapac stopa, 100m od domu. Podwiozl nas jakis mlody Grek pod sam nowy staff house. Udalo sie... zalokowany jestem. Dostalem materac od Anety czy tam Aski, przescieradla skombinowalem i spie na podlodze. Miodzio. Menager Staffu byl zdziwiony, zszokowany, troche zly... ale zrozumial mnie. Przyzegnal sie jak mu powiedzialem cala historie. Dalem rade, moge zyc.


Teraz jest dobrze. Obudzilem sie dzis o 9 rano, po chorym snie. Poszedlem na sniadanie. Wracajac spotkalem Ariela (38 letni Austryjak). Pojechalismy razem jego skuterem na piaszczysta plaze. Potem do Plaki, potem na jakiegos milkshake'a, na sprite'a. Ariel to madry czlowiek. Pracowal w 21 miejscach na swiecie. Bermudy, Miami, NY, Anglia... many many more. A jaki wyluzowany... ;)


Ogolnie ostatnio srednio jest. Zdarzaja sie bardze fajne momenty, zas niektore mnie strasznie wkurzaja. Czasem zaluje, ze nie jestem w domu, a czasem ciesze sie, ze nie wracam za tydzien. Wahania nastroju jak u baby. Jednak nie zmieni to faktu, ze wracam juz/dopiero 15 wrzesnia. W moje urodziny ;) Zostalo 11 tygodni i 6 dni.


Nauczylem sie tu juz troche o zyciu i o ludziach, uwierzcie mi.

_
http://i11.tinypic.com/5ybaal4.jpg - Manos, Christian i ja!
http://i10.tinypic.com/4y85zjo.jpg - x2
http://i14.tinypic.com/4xwssqs.jpg - przyjazn POLSKO AUSTRYJACKA!
http://i13.tinypic.com/6bwroes.jpg - tak zyje z moim szefem.
http://i11.tinypic.com/688hiyu.jpg - gangsta mano
http://i11.tinypic.com/6hh4r3r.jpg - jaskinia, hehe
http://i8.tinypic.com/5yajf9l.jpg - to nie jest jaskinia.
http://i13.tinypic.com/4kwo55l.jpg - ja.

4 komentarze:

Piwny Brodacz pisze...

ten twoj szef jest elo

pamela pisze...

jachcik pierwsza klasa ; D

Anonimowy pisze...

cya 13-go lipca coin! mam nadzieje ze znajdziesz troche czasu dla nas, a jak nie to Cie najwyzej tomson w pracy zastapi na jeden czy dwa dni, napewno sie nie pogniewa ;)

PS. Audio Slave nie moge znalezc, ale szukam, szukam...

Anonimowy pisze...

Dobre chociaz maja tam kebaby?