Co sie ostatnio dzialo? Duzo sie dzialo. Ale duzo pisac nie bede, najwazniejsze bedziecie mogli obejrzec. Pod koniec notki dam linka do strony na youtube.com z raportem.
Jakim raportem? Otoz mielismy ostatnio tutaj dosc spory, jezeli nie ogromny, pozar. Wszystko zaczelo sie okolo godziny 18. Zapalil sie teren rozmiaru moze... 50x50 metrow. Tak na oko. Przyjechala straz pozarna, ale jakoze byla to gora, mogli tylko odciac ogien od budynkow oraz drog. Wiatr wial w strone szczytow, wiec ogien rozprzestrzenial sie w 'bezpieczne' miejsce. Nie zagrazal nam. Siedzialem z Sebastianem na dachu staff house'u, pijac piwo, ogladajac helikopter gaszacy pozar... i spiewajac harcerskie piosenki o ognisku. Tak, wiem, glupota. Potem zjawil sie rowniez Klakier oraz Wojtek. Spedzilismy tam ladnych pare godzin. Zaszlo slonce. Rozmawialismy doslownie o wszystkim: powstaniu swiata, duchach, nadprzyrodzonych zdolnosciach... i tak dalej. Caly czas gdzies tam w gorach byl jakis maly plomien. Nagle, ok 23 zaczal wiac silny wiatr z gor, ku budynkom. Wtedy sie wszystko zaczelo. "O kurwa, patrzcie tam!" "Ja pierdole, teraz tam", "Te plomienie maja po 15-20 metrow!". To byl dopiero widok. Nie bede pisal na ten temat, zobaczycie sami. Moge powiedziec jedynie to, ze widzialem wtedy rozne ludzkie reakcje. Niektorzy sie smiali (ze strachu moze?), niektorzy olewali to, niektorzy siedzieli jak wryci. Czesc spakowala swoje bagaze. Ja spakowalem w torbe komputer, paszport, portfel i bilety. Tak na wszelki wypadek, bo pozar doszedl w okolice ok 300m od nas, moze 400. Za to co sie w hotelu Porto Elounda dzialo... niektorzy ludzie plakali, panikowali, wyjezdzali z hotelu. Poszedlem na Beach Bar. Oczywiscie spotkalem tam dosc duzo osob... no bo duzo tam wody: baseny i plaza. Widzialem jak jakis bogaty kutas przeklinal barmana. Chodzilo mu o cos takiego, ze zaplacil duzo (zatrzymal sie w Peninsuli, 2000 - 10000 euro za noc), a tu takie cos sie dzieje... co za idiota. No nic, milego ogladania (jezeli mi sie uda teraz wrzucic filmik). Robi wrazenie.
Co jeszcze sie dzialo? Nic, w sumie. Cwicze teraz sobie na dachu... albo wieczorem, albo wczesnie rano. Przynajmniej spokoj jest i przyjemny wiatr. Nikt mnie tam nie widzi, a jezeli tak to mam to gdzies. Turysci, turysci, turysci.
Marek przyjezdza 13go. Milo bedzie zobaczyc w koncu znajoma i zaufana twarz ;)
A czas leci coraz szybciej... dobrze.
http://www.youtube.com/watch?v=8nQF7tJ9wco - a oto link do filmiku. Pozdrawiam!
niedziela, 1 lipca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Tya..Pozar Niezly.Mam Wyczucie I Akurat Wtedy Zadzwonilam :P
// Ale Bez :* To Spadowa. ;(
burn burn burn! the devil's on his way!
zaluje ze nie siedzialem wtedy z wami na dachu w trakcie tego pozaru! to byl napewno piekny widok
dostalem twojego bloga od Jolki-pozdrawiam marek k(niania)fajne fotki
Prześlij komentarz