poniedziałek, 23 lipca 2007

23.VII.2007

Wybaczcie, dawno nic nie napisalem - nic konkretnego. A wiec tak... co sie tu ostatnio dzialo? Po pierwsze...

... przyjechal Marek (Cypher) z Tomkiem (Tomson). Przylecieli 13 lipca. Wiedzialem, ze gdzies w granicach 21-22 beda juz w Eloundzie. Siedzialem z Sebastianem i Wojtkiem w knajpie, gdzie mozna za darmo korzystac z internetu. Marek zadzwonil i powiedzial, ze juz sa na lotnisku. Nastepny telefon wykonal juz z pokoju hotelowego! Okazalo sie, ze ten hotel miescil sie jakies 50-100 metrow od tej knajpy. Nie minely 3 minuty a juz siedzialem u nich w pokoju. Naprawde dobrze bylo zobaczyc swojego przyjaciela, Marka i kumpla Tomka [rozmawialem z nim drugi raz w zyciu :P], a w szczegolnosci, ze Marka widzialem ostatnio 24 czerwca 2006 - toz to przeszlo rok. Odrazu poszlismy cos zjesc; gadalismy caly czas. Potem poszlismy z litrem Ouzo 12 na plaze. Pearl Jam, Tool, morze, piasek, gwiazdy, Ouzo i gadanie o doslownie wszystkim. Czulem sie naprawde swietnie. Znowu oderwanie od tej calej pracy, ah. Nastepnego dnia mialem off'a, wiec zostalem u nich w pokoju na noc. Zjadlem sniadanie hotelowe [nasze jest serwowane lepiej :P] i poszedlem do roboty.

Nie bede opisywal wszystkiego co sie dzialo podczas ich wizyty bo: po 1 - nie dzialo sie duzo, po 2 - to byly tylko i wylacznie nasze sprawy i nasze tematy. Jedyne co moge z lekka opisac to to, jak poszlismy na disco to klubu Katafigio [Bunkier - w tlumaczeniu], i gdy sobie tanczylismy, jacys goscie rzucali w nas kostkami lodu. Gdy sie zorientowalem, natychmiastowo do nich wyrwalem z pretensjami co oni robia. Nic nie zrozumieli, kretyni. Po paru minutach opuscilismy to miejsce. Gdy tylko wyszlismy, zmierzajac do Aligos [kolejny lokal, przyjemniejszy o wiele] wybieglo kilku z nich za nami, z haslem "PROBLEM!?". Jednak dzieki pomocy 2 dziewczyn, ktore cos tam po grecku umialy, udalo sie obejsc bez bojki. Sam nie wiem czy ja bym dostal, czy oni... ale lepiej bylo po prostu obejsc szerokim lukiem tych idiotow. Potem pare godzin w Aligos i do domu. Ciezko mi sie pracowalo nastepnego dnia -,-V

Najbardziej z tego calego przyjazdu, podobaly mi sie Spiritual Trips na plazy. Dla jasnosci, nie byly to ostatnie.

A teraz tak troche z innej beczki. Postanowilem, ze teraz bede pracowal bez off'a, przynajmniej takiego oficjalnego. Mianowicie Bartek, ktory robil 30 dni pod rzad, bez off'a dostal 448 euro. Ja, mialem 5 off'ow w miesiacu, dostalem 350,17 euro + napiwkow 88. Stwierdzilem, ze jak mam dostac ponad 400 [wzialem juz 2 offy w lipcu] plus napiwki [teraz ponad 100], to moge naprawde dobry pieniadz wyciagnac. Dodatkowo, jak nie mam offa, to nie wydaje kasy na pierdoly... a na imprezy przeciez chodzic nie musze; no i nie przepadam za bardzo. Pobyt mi sie tu znudzil, a w pracy czas szybciej leci.

Jak dobrze, ze juz x dni po polowie pobytu. Ahhh... EAST OR WEST, HOME'S THE BEST! Co tez nie znaczy, ze nie bede podrozowal :P

To tyle... zdjec tym razem zero, moze mi Marek niedlugo wysle z ich wizyty, pozdrawiam!

:*

sobota, 14 lipca 2007

No chiuso, Ouzo!

piątek, 6 lipca 2007

06.VII.2007


Haha, lipiec! Ten miesiac chyba symbolizuje wakacje, lato i wolnosc, prawda? Jesli sie myle, to olac. Mi na pewno bedzie to symbolizowal.

Wczoraj mialem day off. Po 10 dniach pracy pod rzad. Wraz z Alexem (szwed, 23), Aurelem (austryjak, 38) oraz Christianem (austryjak, 20 czy tam 21) postanowilismy uciec z Eloundy, chociaz na ten jeden dzien. Wiecie co? Udalo sie. Wszystko zaczelo sie gdy Aurel obudzil mnie ciagnac mnie za noge, mowiac "Fuck Coriovagis, go with us!" (mielismy spotkanie o 11:30 z Coriovagisem [Managerem Staffu] - obecnosc obowiazkowa). Zgodzilem sie. Byla to dobra decyzja. O 9 rano pojechalem skuterem z Aurelem na sniadanie. Christian z Alexem mieli zaraz dojechac. Przygotowalismy eleganckie sniadanie dla 4. Serwetki, ladnie ulozone sztucce, wszystkie talerze takie same. Na srodku stolu elegancko ulozone miesa, sery, maslo, dzem... itp. Szklanki skradzione z restauracji normalnej, wiec byly ladniejsze. Wszystko ladnie zjedlismy... i pojechalismy do Eloundy aby wynajac samochod. Mielismy wziac jakies zwykle gowno za 40 euro. Jednak w nasze oczy wpadl Jeep Suzuki... z odkrywanym dachem. 60 euro na dzien rozdzielic na 4? 15 euro od osoby i jazda! Ubralismy sie jak turysci, puscilismy naprawde dobre rege i w droge. Klimat byl naprawde nieziemski. Okrzyki FREEDOM, FUCK ELOUNDA! FUCK THE HOTEL! Gdy wiatr uderzal o moje czolo wystajace spod kowbojskiego kapelusza, a Elounda znikala za gorami... poczulem sie naprawde wolny - i naprawde bosko.

Zdecydowalismy, ze jedziemy do Irapetry, czy jakos tak. Dosc spore miasto. Dojechalismy tam, zaparkowalismy, pochodzilismy po okolicy. Zatrzymalismy sie w knajpie na piwie, kawie czy cokolwiek kto sobie zamowil. Gadalismy o wszystkim. O ludziach, hotelu, przeszlosci itp. Wszystko w bardzo przyjaznym nastroju. Papierosy, kawa i piwo... a tu czas leci. Trzeba bylo jechac gdzies dalej. Myslelismy aby pojechac na plaze VAI. Niby jedna z lepszych plaz na krecie. Piasek... czy tam drobne kamienie, palm trees do okola i masa ludzi. Zahaczylismy o jakas stacje paliw i zapytalismy kolesia o jakas fajna plaze. Doradzil nam jakas przy miejscowosci "Swiete Swiatlo" (nie pamietam greckiej nazwy). Dojechalismy tam... naprawde zajebiste miejsce. Piasek i drobne kamienie, woda krystalicznie czysta i ciepla. Rozbilismy sie pod 30-40m klifami. Nikt nam nie przeszkadzal i znowu rozmowy o wszystkim... freedom. Potem cos zjesc i do domu, bo Christian na 19:30 mial do roboty. Bylismy juz zmeczeni wiec samochod nie byl juz tak tanczacy jak podczas ucieczki z Eloundy. Oddalismy samochod, Alex z Christianem pojechali do Staff House'u. Zas z Aurelem pojechalismy do miejscowosci PLAKA, na Milkshake'a do takich Holendrow czy skad oni tam sa. Rozwalilismy sie i obejrzelismy tasme z wyjazdu. Smieszna jest, przynajmniej dla nas ;) Wrocilismy, zakupilismy 4 piwka i rozjebalismy sie u Aurela na balkonie. Tasma jeszcze raz poleciala - znowu smiech ;) Pokazalem mu swoje prace wideo i wtedy wpadl Wojtek...

... powiedzial, ze musze pojsc z nim. O co chodzi? Faktycznie, wpadam do pokoju Sebastiana, a ten wygladal jakby przejechany przez pociag. Agata z 2265 nie lepiej. Jakies zatrucie, ale wygladali nie za dobrze... albo mi sie tak zdawalo. No coz, poszedlem z Wojtkiem szybko do hotelu aby znalesc jakiegos managera. Myslalem, ze mnie wkrecaja, ze niby im cos dolega (Seba juz kiedys taka Justyne wkrecal, mwahah). Znalezlismy jednego managera, Dimitrisa. Wyjasnilem mu sytuacje i poprosilem o zorganizowanie samochodu. Zadzwonil gdzies i powiedzial abysmy za 5-10 minut z Seba i Agata czekali przy wyjezdzie ze staff house'u... to ktos po nas przyjedzie. Zebralismy sie i czekamy... czekamy... czekamy... nic! Skoczylem do Aurela do pokoju, skoczylismy na skuterze do hotelu i do recepcji aby dowiedziec sie o co chodzi, gdzie ten samochod. Koles za duzo nie wiedzial, ale zorganizowal nam samochod natychmiastowo. Aurel wrocil na skuterze, ja sie zabralem z pracownikiem Porto Elounda. Odebralismy ich i pojechalismy do szpitala... w szpitalu greckim, jak to w greckim szpitalu - wszystko po grecku. Znalezlismy jakas lekarke, wytlumaczylem jej o co chodzi, przedstawilem symptomy i sie nimi zajeli. Oczywiscie zaczeli od badan krwi. Musielismy czekac na wyniki ok godziny. Byla to juz godzina... ok 0:00. Przed 01:00 sie obudzilem (ta :P) i akurat dowiedzialem sie o co chodzi. Tzn wszyscy sie dowiedzieli. Cos nie tak z jedzeniem staff house'u. Pewnie ziemniaki, bo ostatnio dali niedogotowane - ja je wtedy wyrzucilem. Oni je zjedli, jak widac.Coz, zdarza sie. No dobra, 1:15, a tu do domu trzeba wracac. How? Napisalem do Christiana z prosba o numer do Alexa (ten pracuje w recepcji w nocy). Zadzwonilem do Alexa z prosba aby ten zorganizowal nam samochod powrotny. Po 15-20minutach juz wracalismy do domu.

No i tak sie dzien skonczyl. Kolejny dzien, ktory na pewno zapamietam. Poprawilem sobie zdanie na temat Alexa i przekonalem sie co naprawde jest dla mnie wazne.

:* dla Kasi ;>

http://i17.tinypic.com/4vg42zt.jpg - Papuga!
http://i10.tinypic.com/6b1bk7c.jpg - Alex [ten wyzszy] i iscie powazny Aurel.
http://i13.tinypic.com/6gd90fb.jpg - tak wygladamy.
http://i10.tinypic.com/4mkhlk9.jpg - FREEDOM!
http://i15.tinypic.com/6f59rt4.jpg - naprawde piekne miejsce.
http://i14.tinypic.com/6g12ujn.jpg - CLIFF!
http://i14.tinypic.com/5zo1nh1.jpg - tak bylo ;)
http://i12.tinypic.com/6gczg46.jpg - A-Team.
http://i8.tinypic.com/67s5f7c.jpg - Cliff jeszcze raz
http://i18.tinypic.com/6f6lmrl.jpg - turysci.

niedziela, 1 lipca 2007

01.07.2007

Co sie ostatnio dzialo? Duzo sie dzialo. Ale duzo pisac nie bede, najwazniejsze bedziecie mogli obejrzec. Pod koniec notki dam linka do strony na youtube.com z raportem.
Jakim raportem? Otoz mielismy ostatnio tutaj dosc spory, jezeli nie ogromny, pozar. Wszystko zaczelo sie okolo godziny 18. Zapalil sie teren rozmiaru moze... 50x50 metrow. Tak na oko. Przyjechala straz pozarna, ale jakoze byla to gora, mogli tylko odciac ogien od budynkow oraz drog. Wiatr wial w strone szczytow, wiec ogien rozprzestrzenial sie w 'bezpieczne' miejsce. Nie zagrazal nam. Siedzialem z Sebastianem na dachu staff house'u, pijac piwo, ogladajac helikopter gaszacy pozar... i spiewajac harcerskie piosenki o ognisku. Tak, wiem, glupota. Potem zjawil sie rowniez Klakier oraz Wojtek. Spedzilismy tam ladnych pare godzin. Zaszlo slonce. Rozmawialismy doslownie o wszystkim: powstaniu swiata, duchach, nadprzyrodzonych zdolnosciach... i tak dalej. Caly czas gdzies tam w gorach byl jakis maly plomien. Nagle, ok 23 zaczal wiac silny wiatr z gor, ku budynkom. Wtedy sie wszystko zaczelo. "O kurwa, patrzcie tam!" "Ja pierdole, teraz tam", "Te plomienie maja po 15-20 metrow!". To byl dopiero widok. Nie bede pisal na ten temat, zobaczycie sami. Moge powiedziec jedynie to, ze widzialem wtedy rozne ludzkie reakcje. Niektorzy sie smiali (ze strachu moze?), niektorzy olewali to, niektorzy siedzieli jak wryci. Czesc spakowala swoje bagaze. Ja spakowalem w torbe komputer, paszport, portfel i bilety. Tak na wszelki wypadek, bo pozar doszedl w okolice ok 300m od nas, moze 400. Za to co sie w hotelu Porto Elounda dzialo... niektorzy ludzie plakali, panikowali, wyjezdzali z hotelu. Poszedlem na Beach Bar. Oczywiscie spotkalem tam dosc duzo osob... no bo duzo tam wody: baseny i plaza. Widzialem jak jakis bogaty kutas przeklinal barmana. Chodzilo mu o cos takiego, ze zaplacil duzo (zatrzymal sie w Peninsuli, 2000 - 10000 euro za noc), a tu takie cos sie dzieje... co za idiota. No nic, milego ogladania (jezeli mi sie uda teraz wrzucic filmik). Robi wrazenie.

Co jeszcze sie dzialo? Nic, w sumie. Cwicze teraz sobie na dachu... albo wieczorem, albo wczesnie rano. Przynajmniej spokoj jest i przyjemny wiatr. Nikt mnie tam nie widzi, a jezeli tak to mam to gdzies. Turysci, turysci, turysci.

Marek przyjezdza 13go. Milo bedzie zobaczyc w koncu znajoma i zaufana twarz ;)
A czas leci coraz szybciej... dobrze.

http://www.youtube.com/watch?v=8nQF7tJ9wco - a oto link do filmiku. Pozdrawiam!