sobota, 1 września 2007

01.IX.2007



Czas najwyzszy wracac do domu...

środa, 29 sierpnia 2007

29.VIII.2007


Mialem nie pisac, no ale cos mnie strzelilo.

Wielka euforia, bo wracam juz niedlugo - jakies 16,5 dnia ;) Mimo to, w glowie juz od dawna jestem na lotnisku Tegel, w Berlinie.

Nie napisze duzo, bo mi sie nie chce az tak.

Im blizej konca tym czlowiek bardziej zadowolony. Jednak jest cos, co lekko zasmuca. Co to jest? A, nawiazane tutaj znajomosci. Austryjacy, Grecy... i tak dalej. Sa to ludzie, ktorych raczej w zyciu nie zobacze, a fajnie sie z nimi zartuje, pracuje i rozmawia. Szkoda troche, bo niektorzy sa naprawde wyjatkowi. Ale coz, pewnie nie jedna taka osobe jeszcze w zyciu spotkam. Z czescia bede staral sie utrzymywac kontakt (e-maile, telefony), a moze kiedys sie nawet spotkam. Przeciez swiat staje sie coraz mniejszy. Juz jestem umowiony z Christianem - bez daty, ale jestesmy ; )

Dodatkowa refleksja, to - 4 miesiace to za dlugo w takim miejscu. 2-3 to w sam raz. Czlowiek sie nudzi i meczy. Najwyzszy czas wracac do domu.

Zalaczam kilka zdjec z ostatnich dni...

http://i16.tinypic.com/5x4yadi.jpg - Jurgen i Michal. Stres przed praca.
http://i12.tinypic.com/4px4qrn.jpg - Profesjonalna obsluga.
http://i19.tinypic.com/4vfibz7.jpg - za tym bede tesknil. Jurgen, Christian, Michal, Maxim.
http://i14.tinypic.com/4t5y0x3.jpg - Godziny szczytu!

zaraz wracam ; )

sobota, 18 sierpnia 2007

18.VIII.2007

Po chuj ja to pisze jak i tak nie czytacie :P
Nie chce mi sie juz.

4 weeks to go, pozdro

sobota, 11 sierpnia 2007

11.VIII.2007


08.VIII.2007

Hej, hej! Kope lat, moi polscy rodacy. Co tam u Was? Deszcz, tornada i rok szolny za 3 tygodnie? Bo tu slonce, cieply wiaterek i wakacje za 5 tygodni.

Sam nie wiem czy ostatnio cos sie dzialo ciekawego czy tez nie. Aurel juz wczoraj wyjechal. Poklocil sie z kims tam z pracy i juz go wywalili. Z tego co wiem, ciezko sie z nim pracowalo ale jako kolega (dla mnie) byl swietny. I nie ma on 38 lat tylko 47, moj blad. Co jeszcze... do kolezanki, Kasi, przyjechal chlopak. Norbert, taki smieszny, calkiem wporzadku koles. Chodzimy czasem razeml, pocwiczymy cos na dachu, ja mu pokaze cos kijem, on mi jakies dzwignie, rzuty etc. Tak aby zabic czas z jakims lukratywem... a Hidden mnie na cos tam namawia, co aktualnie rozwazam. Przyjechala jakas dziewczyna z Danii do pracy, co mi przypomnialo, ze juz 2 razy w zyciu tam bylem i chetnie bym z kims znajomym tam pojawil sie jeszcze raz; tak na 3 dni - do LEGOLANDU, HE HE. Pan Kolivakis (staff resources manager) wkurwia jeszcze bardziej, F'n'B (Food and Beverage) manager mimo tego, ze mial wczoraj 35 urodziny, lekko mnie wpienil gdy latalem z daniami dla prezydenta juz chuj wie czego (albo Kazach, albo Moldawia, sam nie wiem) w ta i z powrotem. Zawsze gdy jakis VIP jest, tancza wokol niego... no ale fakt, ze juz 2 noc pod rzad zostawil 100 euro napiwku ;) Czuje, ze napiwku sierpniowe beda wieksze niz lipcowe (184 euro). Wczoraj (7go) w jeden wieczor z napiwkow zgarnelismy 430 euro, wczoraj z jednej stacji (a mamy 3) 250 euro. GO ON, GO ON A KUPIE SOBIE COS FAJNEGO!

Jedno mnie troche zdziwilo... otoz fakt, ze im blizej do wylotu to mi _TROCHE_ smutniej. Zwiazalem sie z niektorymi ludzmi tu. Christian, Stefan, Jurgen (ktory mial ostatnio urodziny, o tym zaraz), Gudrun, Manos, Despina... no i ekipa kucharzy. Kurde, bardzo czesto sa jaja, sa wesole akcje a... przeciez jak wyjade juz ich wiecej nie zobacze, raczej :P Tzn z Christianem sie juz wstepnie umowilismy na jakies spotkanie po czasie ;) No coz, mimo tego, dalej skreslam dni i ciesze sie gdy jest 38, a nie 39 ;) Wiec - do zobaczenia wkrotce!

A o tych urodzinach Jurgena. Kurde, zajebiscie bylo. Otoz mialem nastepnego dnia na 8:30 i 8 godzin pracy pod rzad. Siedzimy pod koniec pracy w niedziele (po polnocy), wpada kawalek tortu dla Jurgena, piosenka HAPPY BDAY TO YOU i jest wesolo. Mowia, ze jest impreza z tej okazji w Aligos (ta knajpa, w ktorej tanczylem z Tomsonem na stole, Marku). Mowie, ze nie bo przeciez mam na osma. Jurgen do mnie "Michael, I don't know what will you do, but you have to come." Odrazu zmienilem zdanie ;) Juz po 1 AM bylismy tam z grupka polakow. Ogolnie stypa byla na poczatku; piwko i gadanie, that's all. Potem wszyscy polacy poszli, zostal tylko moj zajebisty wspolokator Pawel i pojawili sie ludzie z urodzin Jurgena. Jakies toasty, tance, piosenki - impreza byla nasza, a w sumie to jego. Fajne uczucie gdy na jednej imprezie bawia sie: Polska, Niemcy, Austria, Monte Negro, Dania, Grecja, Slowacja, Francja. Zajebiste uczucie, szczegolnie po calym zyciu spedzonym w malym Swiebodzinie. Tak czy siak, nie ma to jak dom, prawda? ;) Do staff house'u wracalem przy wschodzie slonca, wzialem prysznic, zabilem troche czasu z muzyka i znowu do pracy. A po pracy zamiast spac, na plaze, pocwiczyc, do baru etc i... po 1AM spac. Niezly maraton.

A, i mam FINALLY swoj pokoj ;) Po 83 dniach dostalem swoje lokum, miazga!

To tyle, do zobaczenia!


_____________ (DOPISEK z 11-go SIERPINIA)______________

Troche spoznilem sie z notka, ale byl problem z internetem. Jedyne co dopisze, to to, ze zapierdol w robocie jest coraz wiekszy, ciezej o off'a, ludzie zajebisci, Stefan i Gudrun odeszli ;( [nie dziwie im sie] i tyle.

Spiritual Trips coming soon.











It's revolution, baby! It's revolution!

poniedziałek, 23 lipca 2007

23.VII.2007

Wybaczcie, dawno nic nie napisalem - nic konkretnego. A wiec tak... co sie tu ostatnio dzialo? Po pierwsze...

... przyjechal Marek (Cypher) z Tomkiem (Tomson). Przylecieli 13 lipca. Wiedzialem, ze gdzies w granicach 21-22 beda juz w Eloundzie. Siedzialem z Sebastianem i Wojtkiem w knajpie, gdzie mozna za darmo korzystac z internetu. Marek zadzwonil i powiedzial, ze juz sa na lotnisku. Nastepny telefon wykonal juz z pokoju hotelowego! Okazalo sie, ze ten hotel miescil sie jakies 50-100 metrow od tej knajpy. Nie minely 3 minuty a juz siedzialem u nich w pokoju. Naprawde dobrze bylo zobaczyc swojego przyjaciela, Marka i kumpla Tomka [rozmawialem z nim drugi raz w zyciu :P], a w szczegolnosci, ze Marka widzialem ostatnio 24 czerwca 2006 - toz to przeszlo rok. Odrazu poszlismy cos zjesc; gadalismy caly czas. Potem poszlismy z litrem Ouzo 12 na plaze. Pearl Jam, Tool, morze, piasek, gwiazdy, Ouzo i gadanie o doslownie wszystkim. Czulem sie naprawde swietnie. Znowu oderwanie od tej calej pracy, ah. Nastepnego dnia mialem off'a, wiec zostalem u nich w pokoju na noc. Zjadlem sniadanie hotelowe [nasze jest serwowane lepiej :P] i poszedlem do roboty.

Nie bede opisywal wszystkiego co sie dzialo podczas ich wizyty bo: po 1 - nie dzialo sie duzo, po 2 - to byly tylko i wylacznie nasze sprawy i nasze tematy. Jedyne co moge z lekka opisac to to, jak poszlismy na disco to klubu Katafigio [Bunkier - w tlumaczeniu], i gdy sobie tanczylismy, jacys goscie rzucali w nas kostkami lodu. Gdy sie zorientowalem, natychmiastowo do nich wyrwalem z pretensjami co oni robia. Nic nie zrozumieli, kretyni. Po paru minutach opuscilismy to miejsce. Gdy tylko wyszlismy, zmierzajac do Aligos [kolejny lokal, przyjemniejszy o wiele] wybieglo kilku z nich za nami, z haslem "PROBLEM!?". Jednak dzieki pomocy 2 dziewczyn, ktore cos tam po grecku umialy, udalo sie obejsc bez bojki. Sam nie wiem czy ja bym dostal, czy oni... ale lepiej bylo po prostu obejsc szerokim lukiem tych idiotow. Potem pare godzin w Aligos i do domu. Ciezko mi sie pracowalo nastepnego dnia -,-V

Najbardziej z tego calego przyjazdu, podobaly mi sie Spiritual Trips na plazy. Dla jasnosci, nie byly to ostatnie.

A teraz tak troche z innej beczki. Postanowilem, ze teraz bede pracowal bez off'a, przynajmniej takiego oficjalnego. Mianowicie Bartek, ktory robil 30 dni pod rzad, bez off'a dostal 448 euro. Ja, mialem 5 off'ow w miesiacu, dostalem 350,17 euro + napiwkow 88. Stwierdzilem, ze jak mam dostac ponad 400 [wzialem juz 2 offy w lipcu] plus napiwki [teraz ponad 100], to moge naprawde dobry pieniadz wyciagnac. Dodatkowo, jak nie mam offa, to nie wydaje kasy na pierdoly... a na imprezy przeciez chodzic nie musze; no i nie przepadam za bardzo. Pobyt mi sie tu znudzil, a w pracy czas szybciej leci.

Jak dobrze, ze juz x dni po polowie pobytu. Ahhh... EAST OR WEST, HOME'S THE BEST! Co tez nie znaczy, ze nie bede podrozowal :P

To tyle... zdjec tym razem zero, moze mi Marek niedlugo wysle z ich wizyty, pozdrawiam!

:*

sobota, 14 lipca 2007

No chiuso, Ouzo!

piątek, 6 lipca 2007

06.VII.2007


Haha, lipiec! Ten miesiac chyba symbolizuje wakacje, lato i wolnosc, prawda? Jesli sie myle, to olac. Mi na pewno bedzie to symbolizowal.

Wczoraj mialem day off. Po 10 dniach pracy pod rzad. Wraz z Alexem (szwed, 23), Aurelem (austryjak, 38) oraz Christianem (austryjak, 20 czy tam 21) postanowilismy uciec z Eloundy, chociaz na ten jeden dzien. Wiecie co? Udalo sie. Wszystko zaczelo sie gdy Aurel obudzil mnie ciagnac mnie za noge, mowiac "Fuck Coriovagis, go with us!" (mielismy spotkanie o 11:30 z Coriovagisem [Managerem Staffu] - obecnosc obowiazkowa). Zgodzilem sie. Byla to dobra decyzja. O 9 rano pojechalem skuterem z Aurelem na sniadanie. Christian z Alexem mieli zaraz dojechac. Przygotowalismy eleganckie sniadanie dla 4. Serwetki, ladnie ulozone sztucce, wszystkie talerze takie same. Na srodku stolu elegancko ulozone miesa, sery, maslo, dzem... itp. Szklanki skradzione z restauracji normalnej, wiec byly ladniejsze. Wszystko ladnie zjedlismy... i pojechalismy do Eloundy aby wynajac samochod. Mielismy wziac jakies zwykle gowno za 40 euro. Jednak w nasze oczy wpadl Jeep Suzuki... z odkrywanym dachem. 60 euro na dzien rozdzielic na 4? 15 euro od osoby i jazda! Ubralismy sie jak turysci, puscilismy naprawde dobre rege i w droge. Klimat byl naprawde nieziemski. Okrzyki FREEDOM, FUCK ELOUNDA! FUCK THE HOTEL! Gdy wiatr uderzal o moje czolo wystajace spod kowbojskiego kapelusza, a Elounda znikala za gorami... poczulem sie naprawde wolny - i naprawde bosko.

Zdecydowalismy, ze jedziemy do Irapetry, czy jakos tak. Dosc spore miasto. Dojechalismy tam, zaparkowalismy, pochodzilismy po okolicy. Zatrzymalismy sie w knajpie na piwie, kawie czy cokolwiek kto sobie zamowil. Gadalismy o wszystkim. O ludziach, hotelu, przeszlosci itp. Wszystko w bardzo przyjaznym nastroju. Papierosy, kawa i piwo... a tu czas leci. Trzeba bylo jechac gdzies dalej. Myslelismy aby pojechac na plaze VAI. Niby jedna z lepszych plaz na krecie. Piasek... czy tam drobne kamienie, palm trees do okola i masa ludzi. Zahaczylismy o jakas stacje paliw i zapytalismy kolesia o jakas fajna plaze. Doradzil nam jakas przy miejscowosci "Swiete Swiatlo" (nie pamietam greckiej nazwy). Dojechalismy tam... naprawde zajebiste miejsce. Piasek i drobne kamienie, woda krystalicznie czysta i ciepla. Rozbilismy sie pod 30-40m klifami. Nikt nam nie przeszkadzal i znowu rozmowy o wszystkim... freedom. Potem cos zjesc i do domu, bo Christian na 19:30 mial do roboty. Bylismy juz zmeczeni wiec samochod nie byl juz tak tanczacy jak podczas ucieczki z Eloundy. Oddalismy samochod, Alex z Christianem pojechali do Staff House'u. Zas z Aurelem pojechalismy do miejscowosci PLAKA, na Milkshake'a do takich Holendrow czy skad oni tam sa. Rozwalilismy sie i obejrzelismy tasme z wyjazdu. Smieszna jest, przynajmniej dla nas ;) Wrocilismy, zakupilismy 4 piwka i rozjebalismy sie u Aurela na balkonie. Tasma jeszcze raz poleciala - znowu smiech ;) Pokazalem mu swoje prace wideo i wtedy wpadl Wojtek...

... powiedzial, ze musze pojsc z nim. O co chodzi? Faktycznie, wpadam do pokoju Sebastiana, a ten wygladal jakby przejechany przez pociag. Agata z 2265 nie lepiej. Jakies zatrucie, ale wygladali nie za dobrze... albo mi sie tak zdawalo. No coz, poszedlem z Wojtkiem szybko do hotelu aby znalesc jakiegos managera. Myslalem, ze mnie wkrecaja, ze niby im cos dolega (Seba juz kiedys taka Justyne wkrecal, mwahah). Znalezlismy jednego managera, Dimitrisa. Wyjasnilem mu sytuacje i poprosilem o zorganizowanie samochodu. Zadzwonil gdzies i powiedzial abysmy za 5-10 minut z Seba i Agata czekali przy wyjezdzie ze staff house'u... to ktos po nas przyjedzie. Zebralismy sie i czekamy... czekamy... czekamy... nic! Skoczylem do Aurela do pokoju, skoczylismy na skuterze do hotelu i do recepcji aby dowiedziec sie o co chodzi, gdzie ten samochod. Koles za duzo nie wiedzial, ale zorganizowal nam samochod natychmiastowo. Aurel wrocil na skuterze, ja sie zabralem z pracownikiem Porto Elounda. Odebralismy ich i pojechalismy do szpitala... w szpitalu greckim, jak to w greckim szpitalu - wszystko po grecku. Znalezlismy jakas lekarke, wytlumaczylem jej o co chodzi, przedstawilem symptomy i sie nimi zajeli. Oczywiscie zaczeli od badan krwi. Musielismy czekac na wyniki ok godziny. Byla to juz godzina... ok 0:00. Przed 01:00 sie obudzilem (ta :P) i akurat dowiedzialem sie o co chodzi. Tzn wszyscy sie dowiedzieli. Cos nie tak z jedzeniem staff house'u. Pewnie ziemniaki, bo ostatnio dali niedogotowane - ja je wtedy wyrzucilem. Oni je zjedli, jak widac.Coz, zdarza sie. No dobra, 1:15, a tu do domu trzeba wracac. How? Napisalem do Christiana z prosba o numer do Alexa (ten pracuje w recepcji w nocy). Zadzwonilem do Alexa z prosba aby ten zorganizowal nam samochod powrotny. Po 15-20minutach juz wracalismy do domu.

No i tak sie dzien skonczyl. Kolejny dzien, ktory na pewno zapamietam. Poprawilem sobie zdanie na temat Alexa i przekonalem sie co naprawde jest dla mnie wazne.

:* dla Kasi ;>

http://i17.tinypic.com/4vg42zt.jpg - Papuga!
http://i10.tinypic.com/6b1bk7c.jpg - Alex [ten wyzszy] i iscie powazny Aurel.
http://i13.tinypic.com/6gd90fb.jpg - tak wygladamy.
http://i10.tinypic.com/4mkhlk9.jpg - FREEDOM!
http://i15.tinypic.com/6f59rt4.jpg - naprawde piekne miejsce.
http://i14.tinypic.com/6g12ujn.jpg - CLIFF!
http://i14.tinypic.com/5zo1nh1.jpg - tak bylo ;)
http://i12.tinypic.com/6gczg46.jpg - A-Team.
http://i8.tinypic.com/67s5f7c.jpg - Cliff jeszcze raz
http://i18.tinypic.com/6f6lmrl.jpg - turysci.